Aktualności Biznes

Proseed 25: Wychowamy pokolenie sukcesu

Zuk_Turski_Aleksandrowicz_med

Nazwiska Turski, Żuk i Aleksandrowicz przez ostatnie 10 lat stały się marką przedsiębiorczości społecznej. Determinacja w forsowaniu projektu Polski Przedsiębiorczej przyniosła im 38 mln zł finansowania. Opowiadają, jak za państwowe i unijne pieniądze rozkręcić biznes.

– Kto za Wami stoi?
– Nie tylko wam ciężko uwierzyć, że nikt. Wciąż odpowiadamy na pytanie: „Ale kto tak naprawdę jest właścicielem Fundacji Polska Przedsiębiorcza i Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości?”. Fundatorami jesteśmy my trzej, nie ma nikogo więcej we władzach.

– Marka „Żuk – Turski – Aleksandrowicz” zakłada fundację i dostaje grube miliony na rozwój swojego projektu?
– Cztery lata chodziliśmy za tym projektem. Składaliśmy go w kilku miejscach. Byliśmy w Ministerstwie Gospodarki, Ministerstwie Pracy, Ministerstwie Edukacji, Ministerstwie Rozwoju Regionalnego i w innych instytucjach, gdzie pokazywaliśmy naszą ofertę projektu „centrów przedsiębiorczości”, jak wtedy nazywaliśmy Business Linki. Tylko że nie byliśmy już marką „Żuk – Turski – Aleksandrowicz”. Pokazywaliśmy, że mamy działający projekt, czyli Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, i efekty w postaci kilku tysięcy firm powstałych dzięki AIP, który przy odpowiednim dokapitalizowaniu mógłby przynosić jeszcze większe efekty. Rozmawialiśmy z wieloma osobami, wiele z nich udało nam się przekonać. Zaufali nam m.in. ministrowie, np. Wiceminister Rozwoju Regionalnego Tomasz Nowakowski.

– Każdy może tak po prostu rozmawiać z wiceministrem?
– W świecie polityki nie byliśmy już anonimowi. Staliśmy się rozpoznawalni dzięki działalności w Studenckim Forum BCC, a wcześniej asystowaliśmy kilku posłom. Był taki czas, że pracowaliśmy w biurze w hotelu poselskim i dzięki temu znaliśmy polityków, choćby z widzenia. Urządzaliśmy spotkania także w Sejmie, forsowaliśmy projekty ustaw, zorganizowaliśmy nawet Parlamentarny Zespół Przedsiębiorczości wśród posłów. Było nam łatwiej dotrzeć do przedstawicieli rządu, gdy mieliśmy już doświadczenie w kontaktach z politykami.

– Połączyła Was działalność w Studenckim Forum BCC?
– Nie. Połączyło nas miasto. Wszyscy jesteśmy z Łukowa. Na pierwszym roku studiów wspólnie wynajęliśmy w Warszawie mieszkanie i wieczorami gadaliśmy o tym, że warto robić coś więcej, niż tylko studiować. Wyszło nam z tych nocnych rozmów, że studia to teoria – w 1999 roku było z tym dużo gorzej niż teraz! – a my chcemy się uczyć od praktyków. Był pomysł, żeby od polityków, ale ta faza nam przeszła. Stąd przedsiębiorczość i idea SF BCC.

– Czego chcieliście się uczyć od polityków?
– Te studenckie wieczory przy czymś mocniejszym to było szukanie misji. „Jak żyć, panie premierze?”. Chodziło nam o to, żeby zrobić coś dla siebie, ale i dla kraju. Dla Polski. Jednak polityka nas zraziła – bójki i picie w Sejmie – żenada, poza tym podpisywanie dokumentów przez jednego posła za drugiego, prace komisji polityczne, a nie merytoryczne. I wszechogarniająca niemoc. Będąc szeregowym posłem, jesteś pionkiem, nic nie możesz zrobić.

– To kto trzyma władzę?
– Partia rządząca. Posłowie głosują tak, jak powie ministerstwo. Byliśmy więc dość niewygodni dla urzędników, bo pokazywaliśmy, że różne sztampowe działania, np. konkurs na inkubatory, nie mają przyszłości i nie działają. Narobiliśmy sobie wrogów wśród zasiedziałych dyrektorów departamentów, którzy od piętnastu lat radzili sobie według jednego klucza i nie przeszkadzało im to, że się nie sprawdza. A tu nie dość, że przychodzi grupa studentów i się wymądrza, to jeszcze minister mówi, żeby właśnie tak robić.

– A może ludziom decyzyjnym było na rękę, że mówicie pewne rzeczy głośno?
– Być może. Nie myśleliśmy nigdy o tym. Człowiek po prostu szedł jak przecinak, wierząc, że jeśli mówi prawdę i ma prawdziwą ideę, to osiągnie swój cel. Ale jednak spotykaliśmy w rządach idealistów. Niewielu, ale byli – ciężko pracowali, wierzyli w idee, chcieli coś robić.

– Naprawdę czuliście się patriotami?
– Nie mówimy o tym szeroko, bo to dość patetycznie brzmi. Ale te nasze wieczorne rozmowy, także w szerszym gronie, dotyczyły również historii Polski. W czasie wojny walczyło się o Polskę. W czasach komunizmu walczyło się w podziemiu. A dziś? Nasza wizja była taka, że właśnie przedsiębiorczość to patriotyzm na nowe czasy – branie życia w swoje ręce. Dziadkowie mieli o co walczyć, rodzice mieli o co walczyć, a my? Tylko gospodarczo, bo tylko w ten sposób współcześnie można coś zmienić.

Aby przeczytać cały artykuł, sięgnij do Proseed #25. Jeszcze nie subskrybujesz magazynu? Aby trafił na Twoje biurko, zajrzyj na proseedmag.pl/subskrypcja. Zapraszamy do komentowania – poniżej.

Komentarze