Aktualności

Kurasiński: krótki tekst o kopiowaniu

bazgranina_med

Kiedyś książki były tworzone przez ludzi zawodowo zajmujących się przepisywaniem tekstu (skrybowie czy kopiści ślęczący nad jedną książką przez wiele lat). Obecnie można wydrukować dowolnej objętości książkę w dowolnej liczbie kopii. Czy ktoś komuś broni tworzyć jedną książkę na kilka lat? Nie. Druk masowy pozwala jednak szybciej i wielu egzemplarzach opublikować książkę.

Czy to znaczy, że drukarze zabijają sztukę pisania książek? Coś co jest mało zyskowne z punktu widzenia ekonomicznego jest wypierane przez nowe modele biznesowe.

I o to w zasadzie chodzi. Dyskusja z osi “piractwo i kradzież” powinna się przenieść w rejony “zmiana prawa autorskiego i nowe modele ekonomiczne”.

Można nadal wydawać filmy na DVD za 60-80 złotych. można je też udostępniać do obejrzenia za 4-6 pln w sieci. Koncerny nie zgadzają się na zmianę modelu biznesowego podyktowanego skokiem technologicznym. Pytanie czy nie dokładnie tak samo reagowali skrybowie kiedy po raz pierwszy ktoś im opowiedział o maszynach drukarskich?

Wynalazek Gutenberga pchnął ludzkość do przodu – spowodował (i ekonomicznie uzasadnił) masowe drukowanie książek, gazet. Innymi słowy – dzięki dostępowi do większej ilości klientów cena mogła spaść, proces częściowo zautomatyzował się i mógł przebiegać szybciej. Nie słyszałem żeby ktokolwiek krytykował możliwość czytania książek na dużą skalę. Chociaż wróć – niektórzy palili książki.

Dzięki temu duża część osób, której nie było stać na kupno drogich i liczonych w pojedynczych egzemplarzach książek nagle dostała do swoich rąk podręczniki i encyklopedie.

Tym bardziej dziwię się jeśli ktoś chce powstrzymać proces digitalizacji dóbr kultury. Internet jest taką maszyną drukarską tylko z prawie zerowym kosztem (nie mówią o energii czy opłatach za powierzchnię dyskową). Informacja chce być wolna.

Kopiowanie, powielanie, wzorowanie się jest naturalną czynnością gatunku ludzkiego. Bez powtarzania i naśladowania dorosłych dzieci nie mogłyby uczyć się. Nie byłoby możliwości przekazywania wiedzy i kultury. Naszej kultury.

Dzięki kopiowaniu tworzona była i jest kultura. Pieśń “Bogurodzica”, “Pan Tadeusz” Mickiewicza czy “Mała Apokalipsa” Konwickiego konstytuują wartości przynależne do grupy / wspólnoty / narodu. Ba, popadając w patos można powiedzieć, że powtarzanie i kopiowanie jest podstawowym procesem organizmów na naszej planecie.

Dzięki temu, że przez wiele setek lat ktoś malował orła białego na tarczy, herbie czy pieczęci wyznaczało to symbolikę pewnej grupy ludzi na pewnym terytorium. Powodowało, że czuliśmy więź.

Teraz pomyślmy, że pojawiłby się chciwy woj, który by powiedział – “jeśli chcesz używać tego symbolu, to zapłać mi!”. Jaki byłby efekt? Między innymi taki, że najbiedniejsi członkowie tej grupy nie mogliby się identyfikować z grupą ponieważ nie stać byłoby ich na używanie znaku. Ergo grupa albo byłaby mniejsza (uboższa o…ubogich) albo w ogóle by nie powstała.

Odnosząc się do czasów “technologicznych” i ikon naszych czasów:

Apple – Steve Jobs kradnie pomysł na graficzny interfejs dla systemu operacyjnego z laboratoriów Xerox.

Microsoft – Bill Gates kradnie od Jobsa pomysł na ten sam interfejs. W przypadku Microsoftu piractwo (czyli w tym wypadku produkowanie tańszych PC-składaków niż “markowe” w krajach azjatyckich) nie tyle legło u podstaw firmy co wywindowało ją na finansowe wyżyny – system operacyjny Windows i pakiet Office przez wiele lat były głównymi motorami zysków firmy dzięki zapotrzebowaniu milionów nowych użytkowników tanich komputerów (pomimo dużej skali piractwa – pomyślmy ile wart byłby dziś Microsoft gdyby każda zainstalowana kopia ich OS czy pakietu biurowego była legalnie kupiona?)

Facebook – Zuckerberg kradnie pomysł od braci Winklevossów.

Google – YouTube zawiera utwory, których nie zrobił Page czy Brin. Ani żaden z użytkowników YouTube. Nie oszukujmy się: bez klipów “saturday night live” czy bramek z meczów Ligi Mistrzów YT nie stałby się taką potęgą. Innymi słowy buduje swoją popularność dzięki kradzieży praw autorskich.

Podobnych przykładów z działki IT na pewno można mnożyć.

Większość systemów religijnych zapożyczała jakąś część z innych wierzeń. Chrześcijaństwo to zbiór elementów zaczerpnięty z innych religii – co się stanie jesli któraś z religii opatentuje datę 24 grudnia jako Ten Dzień? Albo figurę Mesjasza? Albo akt zmartwychwstania?

Nasz język zawiera dużo zapożyczeń z innych języków (na przykład greckiego, łaciny czy rosyjskiego). Co by się stało jeśli pewnego dnia ktoś opatentuje wyraz “Agora” Albo “logo”?

Bez naśladownictwa nie powstała by “kultura dworska” a bez niej legendy arturiańskie i okrągły stół.

Co by by było gdyby ekspresjoniści opatentowali swoją technikę malarską? Czy i co powstałoby później?

Jakby wyglądała współczesna psychologia (ale i inne nauki) gdyby Zygmunt Freud stał się posiadaczem patentu na swoją terapię?

“Solidarność” nie mogłaby powstać ponieważ nie mogłaby drukować swojej prasy “bezdebitowej”. Przecież to co robiła było nielegalne!

Nie byłoby też Jarocina i polskiego rocka (przegrywanie na magnetofonach twórczości mało znanych zespołów). I paru innych ważnych dla kultury i społeczeństwa wydarzeń.

Co do konsekwencji i skutków prawa opartego o “zastrzeganiu wszystkiego co się da” dobrze pokazuje przykład walki artysty Kazika Staszewskiego z dziennikarzem Gazety Wyborczej, który użył zdania (na prawie cytatu) z piosenki Kazika.

“Prawnicy Staszewskiego poszli jednak dalej. Chcą “informacji na temat miesięcznych statystyk wejść na stronę, należącego do Agora SA bloga uwzględniających liczbę wywołań, plików, stron, wizyt, lokalizacji oraz pobranych kilobajtów, w okresie od dnia 14 lutego 2009 r.”. Na tej podstawie mogą domagać się odszkodowania, bo jak piszą, ich klient “poniósł szkody”.

 

Czasami nawet jeśli jesteś uznanym artystą to organizacja mająca chronić twoją twórczość może odmówić Ci tego prawa. I co teraz? Na co ma narzekać Andrzej “Zmora” Rdułtowski? Na “złe internety” czy na głupotę przepisów o prawie autorskim w Polsce?

I jeszcze ta informacja o “pirackiej policji” nasuwające odwieczne pytanie – kto będzie kontrolował kontrolującego?

PS. A niedługo pojawi się nowa forma “kradzieży” czyli kopiowanie 3D. Chcesz skopiować samochód, buta, chińską wazę i mieć ten sam produkt, który kosztuje bardzo drogo? Będziesz mógł to zrobić sobie sam we własnym domu. I ciekaw jestem co się stanie wtedy – na pomysł patentowania czego (kształtów, powierzchni, kolorów) wpadną nasi kochani “ochraniacze”.

Artykuł Artura Kurasińskiego, autora bloga AK74

Komentarze