Aktualności

Loża Honorowa …czyli o lansie, kopaniu rowów i betonowych VC

loza

Igor Dzierżanowski: Future Simple, Topicmarks, Applicake, Implix, Nozbe, Codility, Audioteka, AdTaily, 11 bit, Macoscope i dziesiątki innych polskich firm odnosi sukcesy za granicą. Na skalę regionalną, globalną albo – jak studenci, którzy zbudowali satelitę z innowacyjnym ogonkiem – kosmiczną. Często widzę entuzjastyczne nagłówki, że „polscy przedsiębiorcy podbijają świat”. Jeżeli jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

Marcin Grodzicki: Przede wszystkim – nie jest dobrze. Media potrzebują sensacji, a rzeczywistość jest szara i trudna. Założyciele nie mają pojęcia, jak rozwijać biznes za granicą, chcą to robić, nie ruszając się z Polski, mają zbyt małe zasoby finansowe i brakuje im wsparcia zewnętrznych członków zarządu i doradców. A to właśnie powinien zapewnić dobry inwestor.

I.D.: Poczułem się wywołany do tablicy w imieniu mediów. Nie chodzi o pusty „lans”, tylko o dzielenie się doświadczeniem, dzięki czemu kulisy biznesu stają się jaśniejsze dla czytelników, których firmy są we wcześniejszej fazie rozwoju. Wiedza z samego źródła jest najcenniejsza, bo praktyczna i przetestowana.

M.G.: Tak, ale z drugiej strony przedsiębiorcy nie lansują się na TechCrunchu, tylko inwestują czas tam, gdzie są ich użytkownicy czy klienci. Media branżowe muszą pisać o konkretach. Zainteresować specjalistów, którzy nie polecą na kawałek pt. „Student w klapkach zmienia bankowość”. Dobry wywiad czy artykuł odsłania kulisy biznesu i zawsze będzie interesujący dla innych przedsiębiorców.

I.D.: Czyli właściciele firm sami sobie szkodzą tym, że wolą nie wychylać nosa? Może się wstydzą? Mieszkasz w Londynie: czy tamtejsi „entrepreneurzy” i „investorsi” są mądrzejsi od nas, bardziej obyci i nie boją się popularności?

M.G.: Fakt, liderzy środowiska są bardziej agresywni i lepiej przygotowani od obecnych polskich success stories. Ale to się zmienia: w ciągu ostatnich 3 lat w Polsce powstało sporo firm, część z nich ma mocne zespoły, dojrzewające do pierwszych ruchów na zachodnich rynkach. Jeśli chodzi o inwestorów, jest znacznie gorzej, ale mam przeczucie, że 2012 rok w tym obszarze też będzie przełomowy. W zeszłym roku powstały dwa fundusze (Giza Ventures Polska, Innovation Nest), których celem jest wspieranie regionalnych i globalnych firm.

I.D.: Moim zdaniem problem tkwi nie w braku kasy, tylko kompetencji i odwagi. Polski rynek daje możliwość zarobienia dobrej pensji bez ruszania się z fotela za granicę. A tam trzeba – jak podejrzewam – pracować. Jeździć, spotykać się, przekonywać,a w międzyczasie rozwijać produkt. Można się spocić.

M.G.: Dobry inwestor wie, że projekt będzie miał kilka faz, że potrzebne będzie kilka rund finansowania. Pomoże przyciągnąć kluczowych pracowników, powołać radę albo zarząd, który uzupełni kompetencje założycieli. Będzie lokował pieniądze na 5–8 lat, a nie rok. Na końcu sprzeda firmę, osiągając dobrą wycenę. W Polsce są fundusze (Enterprise Investors, MCI) mogące podobny zestaw kompetencji zaoferować komuś, kto chce utworzyć stocznię, hutę czy założyć biznes w branży biotechnologicznej. Dla spółek internetowych do tej pory nie było partnerów. Nie wierzę w marketingowy slogan inwestorów, czyli smart money, który kryje słabą waluację lub drogie „porady”. Wierzę w inwestorów ciężko pracujących razem z założycielami, żeby firma odniosła sukces.

I.D.: Chcesz powiedzieć, że w Londynie standardem jest czynny udział inwestorów w pracach spółki? Nie wierzę! Jeśli masz w portfelu 50 spółek, to nawet nie wiesz, jak się która nazywa.

M.G.: Zwolnij. 50 spółek ma może Dave McClure z 500 Startups. Normalny partner funduszu ma ich pod opieką od 5 do 10, w różnych stadiach rozwoju. Inwestor nie macha łopatą razem z ekipą kopiącą rów: sprawdza, czy rów jest kopany w dobrym kierunku, sprowadza silniejszych kopaczy oraz upewnia się, że wszyscy mają solidne rękawice i coś do picia. I tak, to jest standard!
W tej chwili znajomy venture szuka członków zespołu dla swojej inwestycji. Spędza godziny na spotkaniach i wykorzystuje całą swoją sieć znajomości, żeby znaleźć osobę, która zabezpieczy kluczowy obszar biznesu.

I.D.: Żałuję, że nasze fundusze są tak ciche i tajemnicze. W coś tam po cichu zainwestują i zaraz wyjdą przez NewConnect. Brakuje budowania reputacji, chwalenia się: „Jesteśmy dobrzy, zrobiliśmy ileś inwestycji, wnieśliśmy do nich to i tamto, z kilku spółek wyszliśmy z x-procentową stopą zwrotu, wszystkie strony są zadowolone”. W tym kontekście smart money brzmi wyłącznie marketingowo. Jeżeli wciąż jest popyt na takie „usługi”, to albo mało wiemy o kulisach, w których robi się coś naprawdę, albo przedsiębiorcy dojrzeli do rozwijania się bez inwestora, skoro ten i tak niewiele wnosi.

M.G.: Nie ma co narzekać na inwestorów – są jacy są. Agresywni przedsiębiorcy, chcący podbić świat albo chociaż region, zrobią to i tak. Na tym polega przedsiębiorczość: szukasz okazji tam, gdzie inni widzą ścianę. Np. ścianę betonowych VCs działających jak bankierzy. Skuteczny zespół zawsze znajdzie drogę do produktu, potem do klientów, a jak będzie trzeba, to i do finansowania. Marcin Beme Audiotekę ulepił prawie z niczego. Borys Musielak nad Filmasterem pracował kilka lat, zanim pozyskał HackFwd. Marcin Jaśkiewicz swój Webshake zaczął od organizacji eventów w Krakowie – teraz ma spory zespół, spółka generuje pokaźne przychody. Może to nie są następne Skype’y, ale statystycznie przynajmniej jedna z tych firm przyniesie zdrowe wyjście. Jedyne, co przedsiębiorca może kontrolować w 100%, to własny wysiłek i nastawienie, więc skupmy się na tym, a nie na narzekaniu.

Rozmawiali:

 IGOR DZIERŻANOWSKI

Przedsiębiorca z 13-letnim doświadczeniem. Fundator Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej organizującej Aulę Polską. Współzałożyciel magazynu „Proseed” i wyszukiwarki Fablo.

idzierzanowski@proseedmag.pl

 MARCIN GRODZICKI

Business developer, współzałożyciel LinkFindr.com.
mg@proseedmag.pl

Komentarze