Aktualności

Sky is the limit – rozmowa z Krzysztofem Golonką, Xevin Investments

krzysztof_golonka_01

W co inwestujecie?

Przez dwa lata działalności pewne rzeczy nam się pozmieniały, ale ciągle na pierwszym miejscu są ludzie. To banał i slogan, ale to jednak na nich zawsze zwracamy uwagę. Nawet nie o to chodzi, żeby nam się sympatycznie rozmawiało przy kawie za rok. Ci ludzie muszą umieć zarządzać biznesem. Jeśli widzimy fajny biznes, ale ludzie nam nie pasują, to rezygnujemy. Jeśli widzimy, że już na samym początku maja zły sposób myślenia w podejściu do biznesu, to też rezygnujemy.

Dla nas dobry sposób myślenia, to budowanie wizji biznesu na swoim hobby. Dobrym przykładem jest spółka Gametrade, w której jesteśmy inwestorem. Zaczęło się od własnej potrzeby – gram, nie mam pieniędzy na gry, to się powymieniam. Bardzo fajnie, tyle tylko, ze w pewnym momencie samo hobby nie wystarczy, więc trzeba postawić pytanie: czy rynek jest na tyle duży, żeby mój biznes mógł kiedykolwiek zacząć zarabiać. Żeby przetrwać, trzeba szybko spojrzeć, czy to hobby zaspokaja potrzebę rynku. Chyba, ze ktoś ma misję i chce to robić dla czystej przyjemności i dzielenia się z innymi. Chwała mu za to, ale to nie jest to, co nas interesuje.

W jaki sposób oceniacie potencjał?

To dość intuicyjne, wychodzi w rozmowie. Wystarczy zadawać odpowiednie pytania i słuchać odpowiedzi. Konkretniej: czy ktoś odpowiada tak, że jemu się wydaje, że to chcemy usłyszeć, czy rzeczywiście ma to poukładane w głowie. To najlepszy wskaźnik tego, czy ktoś do tego biznesu się nadaje, czy nie. Zdarza się, że spotykamy się z kimś, zadajemy pytania i dostajemy odpowiedzi, po których widać, że są wymyślone na poczekaniu. Podczas kolejnego spotkania ten ktoś ma już nowy zestaw odpowiedzi, na podstawie tego, co sami mu podsuwamy. Dobrze, że się uczy, ale tu chodzi o to, żeby przyszedł do nas z pomysłem do końca przemyślanym.

Teraz najbardziej nam zależy na projektach, które mają szanse wyjść poza nasz rynek. Co prawda potencjał polskiego rynku jest duży, ale jeszcze niewystarczający. Jeśli chcemy osiągnąć skalę, która nas zadowoli w kontekście zwrotu z inwestycji, to musimy szukać projektów, w których można sobie wyobrazić ekspansję zagraniczną. Widzimy, gdzie są bariery potencjalnej wyceny wartości spółek – często jest tak, że byłyby one wielokrotnie więcej warte, gdyby swoją działalność prowadziły także za granicą.

Czyli chodzi o globalny kapitał, który zapewni dobre wyjście z inwestycji?

Wiadomo, że po pierwszej rundzie finansowania nie pojedziemy do Londynu i nie będziemy tam szukać wyjścia. Jednak nasza strategia zakłada, że w późniejszym etapie pojawi się gracz zagraniczny, który doceni całościowy projekt w kontekście globalnego rynku. Takich projektów szukamy. Nie ma co ukrywać – nie jest łatwo, ale na przykład Red Sky jest dowodem na to, że takie inwestycje mają gigantyczny potencjał.

Jak, poza kapitałem, wspieracie swoje spółki?

Oferujemy wsparcie w zakresie konsultingu. Na przykład przyszli do nas ludzie, którzy mieli bardzo fajny produkt. Mieli „coś”, mieli technologię, mieli pomysł co z tą technologią zrobić, ale brakowało pragmatycznego zastosowania biznesowego.

I co zrobiliście?

Znaleźliśmy osobę, która im pomogła go „opakować” i pokazać pierwszym klientom. Prototyp zmieniono na produkt odpowiadający na realne potrzeby rynku. W innym przypadku dzięki odpowiednim zmianom doprowadziliśmy do kilkudziesięcioprocentowego wzrostu przychodów reklamowych, nie zwiększając dostępnej powierzchni. Po prostu zanalizowaliśmy i zoptymalizowaliśmy sposób sprzedaży. Pokazujemy, że można zrobić więcej, tylko trzeba wiedzieć jak. Finalizujemy teraz inwestycje, gdzie biznes mógłby się rozwijać bez naszego udziału. Człowiek, który to robi, poradziłby sobie z( tym sam, ale my wiemy, jak nasze pieniądze mogą przyspieszyć rozwój jego działalność, jak je dobrze przekonwertować na wyniki. W innej sytuacji, gdybyśmy tej wiedzy nie mieli, to w życiu byśmy w to nie wchodzili.

Spójrzmy na portfolio… Nie specjalizujecie się?

Na początku, w 2008 roku, mieliśmy taką ideę, żeby koncentrować się na tym, na czym się najbardziej znamy – czyli na wszystkim, co jest związane z marketingiem. Są więc w portfolio inwestycje w spółki zajmujące się reklamą i marketingiem. Natomiast po pewnym czasie zauważyliśmy, że to za wąskie spektrum działań. Czuliśmy potrzebę szukania dalej.

Mamy za mały rynek?

Polska jest wystarczająco dużym krajem, żeby fundusze się specjalizowały, ale jeszcze nie teraz. W Wielkiej Brytanii jest ich dużo, a rynek jest rozwinięty. Natomiast oni, tworząc koncepcje działania tylko w rozrywce mobilnej czy online’owej, mają potencjał funkcjonowania ze swoim kapitałem w szerokim zakresie.

Z innej beczki – kapitał z UE jest za drogi?

Nie jest najatrakcyjniejszy. Spróbowaliśmy eksperymentu: chcieliśmy zrobić testową inwestycję z funduszem z Działania 3.1 – no i na razie powiedzieliśmy sobie “stop”. Poziom sformalizowania i bariery jakie spotkaliśmy po drodze zniechęcają do takich działań w przyszłości. Chociażby problem “głupiego” aggio. On jest cały czas nierozwiązany. Bo jak zrobić inwestycję z przedsiębiorstwem, które nie ma pieniędzy? Taki przedsiębiorca musi mieć udziały w przedsięwzięciu, w które z drugiej strony jest wkładana konkretna kasa. Jeżeli traktowalibyśmy to jako normalny aport, to podatek, który jest do zapłacenia od aportu, jest dla niego nie do zaakceptowania. Z tej perspektywy projekty z Działania 3.1 są, przynajmniej na razie, poza obszarem naszych zainteresowań.

To się szybko nie zmieni, bo urzędnicy nie płacą podatków od aportu.

Nie chodzi o to, że nie rozumieją – to po prostu są urzędnicy. Każdy urzędnik, tak samo zresztą, jak każdy pracownik korporacji, będzie starał się tak kryć swój tył, jak to tylko możliwe. Trochę ich rozumiem, ale dla nas to jest istotna bariera.

Skąd wziął się Xevin

W naszym przypadku to była pochodna tego, co robiliśmy w poprzedniej firmie. Przez ostatnie lata pracy w CR-Media zajmowaliśmy się rozwijaniem lub akwizycją nowych projektów.

W ten sposób zbudowaliśmy doświadczenie, zarówno związane z kontaktami z przedsiębiorcami jak i rynkiem. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że fajnie będzie robić coś dla siebie,
a nie dla innych. Drugi aspekt, to kwestia związana z wpływem na decyzje, z siłą sprawczą. Często mieliśmy poczucie bezsilności, przy jednoczesnej świadomości ociekających okazji… a uciekło nam kilka takich projektów, które później okazały się świetnymi biznesami. Mieliśmy trochę swoich pieniędzy, znaleźliśmy ludzi, którzy mieli ich więcej… Jeżeli ma się dostęp do kapitału, to aż głupio nic z tym nie zrobić.

Każdy tak może?

Jeżeli ktoś chce założyć tego typu firmę po studiach, to raczej nie polecam, nawet jeśli ma takie pieniądze. Było już kilka takich case’ów, że tatuś dał pieniądze… Nie chcę wyjść na emeryta, ale jednak doświadczenie w biznesie odgrywa tutaj wielką rolę. Kończyłem uczelnię ekonomiczną i uważam, że wyszedłem po niej jako totalny leszcz. Teoretycznie coś wiedziałem, natomiast dopiero po kilku latach prowadzenia normalnego biznesu, człowiek wyciąga prawdziwe wnioski. Poza tym bardzo pomaga dalsza edukacja np. EMBA. Podczas normalnych studiów człowiek nawet nie myśli, że pewne problemy istnieją, więc nie jest w stanie zadawać właściwych pytań. A studia EMBA są w takim momencie, że już się przez coś przeszło i wie z jakimi problemami się zmierzyć i jak je można rozwiązywać. To skraca drogę. To jest coś, na co było warto poświecić półtora roku życia.

Jakie kwoty inwestujecie i ile planujecie zarabiać na swoich inwestycjach?

Zabrzmi to może dziwnie, ale w ujęciu finansowym – zainwestowaliśmy od zera – jeżeli liczymy nasz czas i know-how, jako zero. Realnie to od kilku tysięcy złotych do kilku milionów. Nie przekroczyliśmy jeszcze trzech milionów na inwestycje. Jeśli stopa zwrotu jest poniżej 30%, to uznajemy, ze coś poszło nie tak. Natomiast przy każdym projekcie, w który inwestujemy, zakładamy, że sky is the limit.

Jesteście syndykatem – trzech aniołów biznesu, którzy połączyli siły?

Można by to tak określić, ale to jest niezrozumiałe dla rynku. Rynek staje przed problemem, że dla wielkich VC nie ma ciekawych projektów, za to jest wiele takich, które dla aniołów biznesu są zbyt duże. Sieci business angels nie do końca się nadają, bo jeśli projekt wymaga zaangażowania pięciu aniołów, to każdy z nich może mieć inne zdanie, co z punktu widzenia przedsiębiorcy nie jest sytuacja komfortowa. Ja, jako przedsiębiorca, nie chciałbym mieć pięciu takich wujków: każdy z nich ma doświadczenie biznesowe i każdy ciągnie w swoja stronę. My podejmujemy wszelkie decyzje kolokwialnie, wspólnie i przedsiębiorca poznaje tak wypracowane wspólne stanowisko. Mamy więc potencjał finansowy kilku BA w połączeniu z jednym ośrodkiem decyzyjnym i nieporównywalnie większa szybkością podejmowania decyzji.

Co decyduje o porozumieniu z przedsiębiorcą?

Nie mamy takiej polityki, ze inwestujemy na 5 czy 10 lat, ze musimy zrobić ileś inwestycji w ciągu roku. Z naszej perspektywy lepiej nie zrobić inwestycji, niż zrobić inwestycję, w którą się nie wierzy. Zawsze mówimy, że nasze pieniądze są drogie. Przyglądamy się każdej złotówce – dokładnie i bardzo ostrożnie, chociaż trudno w tym biznesie być bardzo ostrożnym. Dokładnie się zastanawiamy i jeżeli nie widzimy jakiejś wartości dodanej, którą możemy wnieść, to nie inwestujemy. Jeśli jednak się decydujemy, to działamy bardzo szybko, bo uważamy, że na rynku na którym się poruszamy czas bardzo szybko ucieka i nie można go marnować.

Krzysztof Golonka
Krzysztof Golonka

Komentarze