Aktualności

Zynga: problemy z akcjami dla pracowników

dow_jones_small

W amerykańskich firmach wynagradzanie pracowników akcjami firmy to popularne rozwiązanie, spotyka się je również w Polsce. Jego celem jest z jednej strony docenienie pracy, z drugiej – przywiązanie pracownika do firmy, zyskuje on świadomość tego, że pracuje też dla siebie. Wartość przekazywanych akcji bywa oszałamiająca – w roku 2004 jeden z kucharzy Google’a spieniężył swoje akcje za 20 mln dolarów i spędza resztę życia sącząc drinki pod palmami. O ile znalezienie nowego kucharza nie przysporzyło Google’owi problemów, to szukanie nowych managerów czy utalentowanych programistów nie jest tak łatwe. Szefowie Zyngi zorientowali się, że mogą stracić wielu pracowników, jeśli ci sprzedadzą swoje akcje. Zagrozili więc ich odebraniem. To skrytykowane posunięcie zastąpili jednak rozwiązaniem stosowanym w innych firmach – prowizją. Każda sprzedaż akcji obciążona jest kwotą 6000 $. W przypadku Facebooka suma ta wynosi 2500 $.

Handel akcjami pracowniczymi rodzi dodatkowy problem. Ani Zynga, ani Facebook nie są jeszcze na giełdzie, nie muszą więc publikować raportów finansowych. Jeśli jednak liczba akcjonariuszy (poza pracownikami) sięgnie 500, firma musi udostępniać swoje księgi. Szykującym się do wejścia na giełdę przedsiębiorstwom to nie pasuje. Komisja papierów wartościowych zażądała wyjaśnień dotyczących rzeczywistej liczby akcjonariuszy od Facebooka, Twittera, Zyngi oraz LinkedIn. Facebook zakazał obecnym pracownikom sprzedaży akcji, a nowym przyznaje jedynie prawa do akcji, które konkretnej wartości nabiorą dopiero w momencie giełdowego debiutu lub sprzedaży firmy. I to rozwiązanie wydaje się najbardziej fair dla wszystkich stron.

Zobacz też: Biznes: wzrost przychodów to nie wzrost dochodów
Zynga: zysk w dół o 95%

Komentarze