Inspiracja

Nauka głównie na własnych błędach – wywiad z Błażejem Tulwinem, założycielem Highclass.pl cz. 2

blazej-tulwin

Błażej Tulwin wraz ze wspólnikiem założył firmę Highclass na 3 roku studiów i po 5,5 roku sprzedał ją z zyskiem. W drugiej części wywiadu rozmawiamy o inwestorach, logistyce w sklepie internetowym oraz o zdobywaniu wiedzy.

 

pierwsza część wywiadu z Błażejem Tulwinem

 

Mieliście inwestora?

Nie, wszystko co włożyliśmy w sklep to było kilkanaście tysięcy złotych, żeby zbudować stronę internetową i trochę ją wypromować. Później rozwijaliśmy Highclass wykorzystując w tym celu kapitały własne. Mieliśmy propozycje od inwestorów – nawet od MCI Management, ale w momencie gdy do nas przyszli byliśmy jeszcze za mali. Dawało nam to jednak motywację do rozwijania firmy i potwierdzało, że zmierzamy w dobrym kierunku. Wiele propozycji od inwestorów było jednak niekorzystnych.

Niekorzystnych?

Tak, zdarzały się firmy, które po wstępnej inwestycji chciały sobie zapewnić przejęcie kontroli nad całą firmą za dosłownie kilka tysięcy złotych…

…czyli czyhanie na nieuwagę przedsiębiorcy.

Dokładnie. Mimo wszystko czasem myślę, że postąpiliśmy nadgorliwie odrzucając wszystkie propozycje inwestycyjne. Dziś widzę, że przy wsparciu funduszu moglibyśmy zrobić coś dużo większego. Ale nie dogadaliśmy się z nikim bo chcieliśmy mieć pełną kontrolę nad firmą i uważaliśmy, że wycena Highclass jest zbyt niska.

Mieliście w Highclass jakiś kryzys?

Kryzys może nie, ale prowadzenie sklepu internetowego gdzie robisz ponad 2 mln zł obrotu sprzedając mnóstwo różnorodnych produktów powoduje komplikacje w logistyce oraz rozliczeniach. Sprawdzanie stanów magazynowych, inwentaryzacja, paragony… Ogarnięcie tego było dla nas sporym wyzwaniem. Nie zrobi tego za Ciebie pracownik – musisz sam sprawdzić, czy wszystko gra.

Były momenty zwątpienia?

Przykładowo sprzedawaliśmy akcesoria piśmienne, jak np. gumki do długopisów czy wkłady do piór. Kiedy przychodził grudzień, otwierałem szufladę zapełnioną taką właśnie drobnicą i musiałem to samemu dokładnie policzyć. W głowie masz myśl, że zaraz jedziesz na sylwestra i jeśli nie zrobisz remanentu to się spóźnisz na Nowy Rok. Niezbyt komfortowe.

Skąd wiedzieliście, że warto wejść w branżę wysokiej klasy dodatków?

Pomysłów mieliśmy kilka, napisaliśmy na konkurs 3-4 biznesplany i to Highclass został zweryfikowany jako najlepszy z nich. Także trochę pomogła nam tutaj fundacja AIP. Wybór branży był prosty – działał w niej tylko jeden sklep, prowadzony w kiepski sposób, a produkty w tej niszy oferowały wysoką marżę. To ciekawa nisza, bo nie ma w niej konkurencji cenowej. Producenci trzymają cenę na odpowiednio wysokim poziomie – jeśli zaczniesz ją obniżać, to odmówią sprzedaży.

Cena decyduje w pewien sposób o prestiżu…

Nie chcieliśmy sprzedawać masowo produktów z niską marżą, bo nie mieliśmy i nadal nie mamy wiedzy o logistyce. Widzę to dzięki pracy w Empiku – patrząc na zorganizowanie logistyczne tego sklepu wiem, że sam nigdy bym się nie nauczył budowy takiego systemu.

Ile produktów miesięcznie sprzedawaliście?

Około kilkuset do nawet ponad tysiąca w okresie świątecznym. To niedużo, ale jeśli zaczynasz w wakacje i sprzedajesz walizki, a twoje biuro ma 20 m2, to zaczynają się schody. Na szczęście znaleźliśmy odpowiedni budynek w centrum Warszawy, gdzie można było łatwo dokupować kolejne segmenty mierzące po 20 m2. Do tego dwie windy towarowe i jakoś szło. Ale co wakacje musieliśmy zmieniać magazyn na większy. W końcu przerzuciliśmy się na dropshipping.

Zaoszczędziliście dzięki dropshippingowi czas i pieniądze?

Na pewno dropshipping rozwiązał problem produktów zajmujących dużo przestrzeni, jak właśnie walizki. Większość pracy faktycznie udało się wyprowadzić na zewnątrz, ale z drugiej strony musieliśmy wydelegować jedną osobę która codzienną sprzedaż musiała zamawiać u dostawców, przygotowywać listy przewozowe, do konkretnej godziny wysyłać dokumenty mailem, a potem kompletować paragony, które następnie wysyłaliśmy pocztą do klientów.

Jak zdobywałeś wiedzę o prowadzeniu biznesu?

Na początku w sprawach prawno-księgowych bardzo pomogło nam AIP. Dowiedzieliśmy się, jak zorganizować nasz biznes pod kątem formalnym. Pomagali też rodzice moi i Marcina, którzy prowadzą własne firmy. Ale tutaj minusem było to, że większość wiedzy nabyliśmy ucząc się na własnych błędach.

Komentarze