Inspiracja

Zmarnowałem 90% pieniędzy od inwestorów – wywiad z Damianem Legawcem, założycielem Gametrade cz. 2

Gametrade

450 tys. UU miesięcznie, 170 tys. zarejestrowanych użytkowników – to obecne statystyki Gametrade. Założyciel firmy, Damian Legawiec, okupił je wieloma nadgodzinami i sporą dawką stresu. O szczegółach przeczytasz w drugiej części naszego wywiadu.

 

pierwsza część wywiadu z Damianem Legawcem, założycielem Gametrade

 

Macie prawie 170 tysięcy użytkowników. Jak się buduje taką bazę?

Przede wszystkim użytkownicy byli zadowoleni z usługi i polecali ją swoim znajomym. Dobrze działa PR, czyli wywiady w prasie i na blogach. Metody promocji zmieniają się wraz z rozwojem serwisu. Gdy jest mały, dobrze sprawdzają się właśnie powyższe sposoby, budujące pozytywny wizerunek. Przy większej masie skuteczność takich działań spada, a ważniejsze stają się takie programy, jak np. nasza promocja dzięki której zapraszając aktywnego znajomego użytkownik otrzymuje na miesiąc konto premium.

To wystarczy?

Świetnie działa też u nas integracja Gametrade z Facebookiem – miesięcznie mamy aktywnych 30 tys. kont z Facebooka. Trochę inwestowaliśmy też w AdWords. Efektywne okazały się partnerstwa i bartery z czasopismami i portalami o grach. Mamy też popularne forum dyskusyjne, które ściąga dużo ruchu.

Ile osób odwiedza Gametrade?

Obecnie to około 450 tys. UU miesięcznie, którzy generują prawie 8 mln odsłon. W ciągu ostatniego roku statystyki urosły o 100%. W budowaniu ruchu niesamowicie istotne jest stałe poprawianie usability.

Zlecacie pracę nad usability zewnętrznym specjalistom?

Nie, wszystko robimy in-house. Skupiamy się na analizie danych dotyczących aktywności użytkowników w serwisie, przeprowadzamy też sporo testów A/B.

Co analizujecie?

Liczba odsłon i czas na stronie to za mało. Sprawdzamy liczbę logowań, dodanych ogłoszeń, skuteczność tych ogłoszeń itd. Google Analytics do tego nie wystarcza, dlatego w celu analizy korzystamy z MixPanel.

Odsłony i czas na stronie to nic nie warte dane?

Może dla media planerów, ale twórcom serwisu te statystyki nie dają żadnych wskazówek.

Dużo osób pracuje w Gametrade nad analizą danych?

Mamy malutki zespół – pracujemy w 3 osoby. Analizą zajmuję się ja. To nie zabiera dużo czasu – trzeba tylko robić to codziennie. Iterować. Iteracja, iteracja, iteracja. Nigdy na początku nie stworzymy idealnego serwisu. Trzeba czasem coś zepsuć, czasem coś naprawić… Inaczej się nie da.

Na co wydałeś pieniądze od inwestorów?

Cóż, 90% tych środków zmarnowałem, bo były źle ulokowane. Gametrade to moja pierwsza firma, więc gdy zaczynałem, to nawet nie wiedziałem, jak wystawić fakturę. Trochę środków poszło na rozwój serwisu, trochę na reklamę, a trochę na budowę pierwszych kanałów przychodowych. Większość budżetu pochłonęły pensje…

Ale przecież miałeś tylko 2 pracowników…

Dostaliśmy mało pieniędzy od inwestorów. Wtedy, w 2010 roku, o kasę było dużo trudniej niż teraz, kiedy ciągle czyta się, że ktoś dostał kilka milionów.

Czasem się można złapać za głowę oglądając projekty, które pozyskały pieniądze.

Inwestorzy tak naprawdę się nie znają na poszczególnych rynkach. Musieliby dokładnie analizować każdą branżę, żeby dobrze się orientować, więc inwestują trochę po omacku, zwłaszcza gdy w grę wchodzą pieniądze z Unii Europejskiej.

Nie negocjowałeś wyższej kwoty inwestycji?

Byłem w słabej pozycji negocjacyjnej. Dla inwestorów liczy się, czy prowadziłeś już kiedyś firmę, czy odniosła sukces, czy może zbankrutowałeś… Bankructwo to plus, bo jest dowodem na to, że wiesz, jakie błędy popełniłeś. Ja nie miałem żadnego doświadczenia biznesowego, wcześniej pracowałem jako programista, więc od początku było wiadomo, że potrzeba będzie w Gametrade osobnego człowieka od sprzedaży czy zarządzania, bo ja mogę się nie nadać. Było dużo niewiadomych. Mówiło się też, że rynek gier pudełkowych może niebawem wymrzeć, a serwis nie osiągnie wystarczającej skali.

Ale nie zatrudniłeś managera ani sprzedawcy?

Start-upu przeważnie nie stać na takich specjalistów. Wszystkiego trzeba się nauczyć samodzielnie – nie wyciągnę przecież sprzedawcy z domu mediowego, którego miesięczna pensja to 7 tysięcy złotych. Poza tym nikt nie sprzeda twojego produktu lepiej, niż Ty sam, bo Ty go najlepiej znasz i czujesz.

Szybko z programisty zmieniłeś się w sprawnego sprzedawcę-marketingowca?

Zmiana podejścia zajęła dużo czasu. Z technicznego geeka musiałem się stać kimś, komu zależy, by sprzedać kampanię, zarobić na siebie, pracowników i leasing, a później jeszcze zdążyć na kolację i nie pracować do 22:00. To był bolesny proces, ale dzięki niemu firma potrafi dziś zarabiać i ma duże perspektywy rozwoju.

Co z życiem prywatnym?

Staram się zachować balans. Siedzący tryb życia idzie w parze z karnetem na siłownię, bo inaczej wszystko mnie boli i czuję się jak 40-latek. Kiedy siedzi się cały czas w pracy, pojawia się przemęczenie i brak koncentracji. Dlatego trzeba jak najszybciej doprowadzić firmę do takiego stanu, żeby nie siedzieć w niej po 18 godzin dziennie i znaleźć czas na życie prywatne. I nie zwariować.

Długo pracowałeś dzień w dzień do 22:00?

Jakieś 2 lata.

2 lata?!

Tak, dopiero później sprawy zaczęły się układać. Teraz czuję się zdecydowanie lepiej, niż 2 lata temu.

Jak uniknąłeś wypalenia? Co Cię motywowało?

Miałem pieniądze od inwestorów, więc mogłem sobie wypłacać pensję – trochę schudłem , ale nie umarłem z głodu. Pomagało wsparcie inwestorów i zrozumienie kochającej dziewczyny. Ale i tak było trudno – tworzenie start-upu to roller-coaster. Jeden dzień jest najlepszym dniem twojego życia, a kolejny najgorszym, bo nagle okazuje się, że przepada kampania reklamowa za kilkanaście tysięcy i 2 tygodnie spędzone nad nią z media planerem idą się kochać, a Ty musisz zaczynać od nowa. Stres jest tutaj zabójczy i trudno sobie z nim poradzić. Pewne są tylko koszty – przychody nie.

Byłeś z Gametrade na krawędzi?

Hardkor się zaczął, gdy skończyły się pieniądze od inwestorów. Nagle przychodzi pismo z ZUS, że zalegam z trzema składkami i zajmują konto. Za chwilę to samo robi skarbówka. Wtedy przydaje się mieć 4 konta w różnych bankach, żeby Cię nie dopadli. W takich sytuacjach włącza się niedostępna wcześniej zaradność i przedsiębiorcze myślenie. Przez pewien czas byłem jak robot – nie miałem życia prywatnego, byłem tak zmotywowany, że przychodziłem do pracy i stukałem w klawiaturę jak maszyna po kilkanaście godzin dziennie.

Z ZUSem najgorsze jest to, że gdy skończą się 2 pierwsze lata działalności, zamiast 40% składki trzeba płacić całość.  Nagle wydajesz tysiaka, który tak naprawdę idzie w błoto, bo jak chcę się zapisać do lekarza, to muszę czekać tydzień.

Optymistycznie. Kiedyś mi powiedzieli, żebym ze swoim przeziębieniem przyszedł za miesiąc.

Na emerytury nasze pokolenie też nie ma szans. ZUS to w rzeczywistości kolejny podatek. Do tego jeszcze oczywiście VAT i dochodowy. Klimat w Polsce nie sprzyja przedsiębiorczości. A jak ktoś przypadkiem zbankrutuje, to od razu dostaje krechę na całe życie. Polacy myśląc o bankructwie mają przerażenie w oczach.

Śmieszy mnie gdy rząd się cieszy, że w kraju powstaje dużo nowych firm. To zaklinanie rzeczywistości, bo większość jednoosobowych działalności zakładają ludzie, którzy rozliczają się w ten sposób z pracodawcą. Czasem pod przymusem. A gdy mija mniejszy ZUS, to nagle wszyscy zamykają działalność.

Komentarze