JEREMIE

Marek Borkowski: maksymalne wykorzystanie procesu technologicznego łączę ze zdobywaniem dobrych klientów

marek-borkowski

Po studiach sześć razy zakładał działalność gospodarczą. Dzięki kuzynowi trafił do sektora lniarskiego. W tej chwili na rynku polskim jest bezkonkurencyjny.

– Malbork to dawne zagłębie lniane. Mój wspólnik, kierownicy i 1/3 naszej załogi pracowali w dużych malborskich zakładach lniarskich. Kiedyś w Polsce w ogóle było 36 takich zakładów – zostały dwa, oprócz tego jeden na Białorusi, poza tym aż do Portugalii już nie ma nic.  Działamy w niszy.

Tkanina lniana wciąż kojarzy się z pomiętym materiałem, który ciężko wyprasować. Tymczasem technologia produkcji i obróbki bardzo się zmieniła: maszyny wykańczalnicze zmiękczają tkaninę, aż staje się podobna do bawełny. Jednocześnie len ma inne walory niż bawełna: jest antyseptykiem i antyoksydantem, dlatego nie pozwala na rozwinięcie się bakterii, jeśli na przykład się spocimy. Sprawdza się jako materiał na ubrania i na opatrunki przyspieszające gojenie ran.

– MAR-POL powstał rok temu, żeby pozyskiwać klientów na tkaniny wysoko zaawansowane, dekoracyjne, arrasy na ściany, słowem: produkty z wyższej półki. Mam kontakty z ludźmi, którzy zajmują się wyposażaniem hoteli w Europie i stąd dowiedziałem się, że potrzebują różnego rodzaju tkanin. My wtedy w rodzimym zakładzie produkowaliśmy tylko masówkę przeznaczoną dla kogoś, kto ją następnie dekorował i sprzedawał trzy razy drożej niż my. Pojeździłem po wystawach, pokazach mody, na wyjazdach turystycznych też spotykałem ludzi – w Meksyku, Panamie, Nowym Jorku – którzy chętnie kupiliby od nas tkaninę dekoracyjną. Jednak kierownicy technologiczni powiedzieli: nie zrobimy ci takiej tkaniny, bo nie mamy odpowiedniej maszyny i nie mamy na nią pieniędzy. Stąd wziął się pomysł na JEREMIE. Dzięki programowi zdobyłem tę maszynę, co pozwoliło mi na ulepszenie całego toku produkcji.

Maszyna do uzdatniania przędzy kupiona dzięki pożyczce z JEREMIE radzi sobie z zanieczyszczeniami, których nie można w inny sposób usunąć. Przędzę robią konwencjonalne maszyny, dlatego w pojedynczej nitce zawsze zostają jakieś zgrubienia, supełki czy paździerze. Usuwając je, można uzyskać z przędzy tkaninę wysokiej jakości.

– Nowa maszyna kosztuje 140 tys. euro, ja kupiłem używaną. Całość inwestycji pokrył JEREMIE. O programie dowiedziałem się zupełnie przypadkowo w urzędzie pracy w Malborku, gdzie pytałem o dopłaty dla niepełnosprawnych. Takiej pomocy akurat nie było, natomiast było JEREMIE. Porozumiałem się z panią, która się tym zajmuje, a potem podjąłem szybką decyzję, żeby z tego skorzystać. Miałem wtedy malutkie przedsiębiorstwo. Gdyby nie było JEREMIE, wziąłbym pewnie tę maszynę w leasingu. Tylko że to nie jest takie proste, żeby nowa firma, która nie ma żadnej historii, dostała leasing.

Obecnie przedsięwzięcie Marka Borkowskiego to trzy zakłady, z których pierwszy robi przędzę, drugi tę przędzę przewija i zwleka dla trzeciej firmy, która produkuje tkaninę. Marek Borkowski jest współwłaścicielem oraz organizatorem produkcji. Oprócz dwóch osób zarządu i kilku pracowników administracji zatrudnia 140 ludzi. 98% z nich to osoby niepełnosprawne, które jego zdaniem angażują się w swoje obowiązki bardziej niż zdrowi pracownicy. A firmy w tym sektorze, mimo uprzemysłowienia produkcji, zawsze potrzebowały wielu rąk do pracy. Choćby do przenoszenia przędzy z maszyny na maszynę.

– Wydajność jednego urządzenia to około 300kg przędzy dziennie, czyli 12,5 tony miesięcznie. Z jednego kilograma powstaje 3m bieżące tkaniny o szerokości 1,5m. Część idzie na potrzeby podstawowej firmy, która robi standardowe rzeczy, a część na moje potrzeby. Ponieważ chcę robić najlepsze tkaniny, staram się o środki z JEREMIE na następną maszynę. Niedługo podpiszę umowę. Maszyna będzie nawilżać przędzę – to bardzo ważne, bo w całym cyklu produkcji trzeba utrzymać 10% wilgotności.

Głównym konkurentem MAR-POLu jest przemysł chiński, który wykupił niemal całą europejską branżę lniarską.

– Szkoda, że ktoś zaniedbał ten sektor w Polsce. Weźmy na przykład uprawę lnu. W tym momencie zaledwie 10% moich dostaw stanowi len z Polski, resztę sprowadzam z Belgii, Rosji i Chin. A to przecież nie jest zła branża, wbrew pozorom zatrudnia mnóstwo ludzi. Zresztą ja sam nie zajmowałbym się tym, gdyby mi się nie opłacało.

 

Więcej informacji na temat inicjatywy JEREMIE znajdziesz na stronie www.jeremie.com.pl

 

JEREMIE

Komentarze