
FM Bank to pierwszy bank komercyjny, który zaoferuje poręczenia z unijnej inicjatywy Jeremie o wartości 81,5 mln zł. Umowa z BGK wyszczególnia 5 rejonów: Łódzkie (12 mln zł), Dolnośląskie (17 mln), Wielkopolskie (24 mln), Pomorskie (16 mln) i Zachodniopomorskie (12,5 mln). Poręczenia będą stanowić 50-80% wartości kredytów w zależności od ich wysokości (np. 80% przy kredycie do 250 tys. zł i 50% powyżej 500 tys. zł).
Dotychczas BGK zawarł 36 umów z pośrednikami finansowymi, wśród których przeważają fundusze pożyczkowe (21) i poręczeniowe (12). Są też trzy umowy z bankami spółdzielczymi. Jak dotąd BGK przyznał pośrednikom 883,5 mln zł, a ci wsparli 3240 przedsiębiorców kwotą 263 mln zł. Najwięcej firm (1 663) otrzymało pomoc w Wielkopolsce.
Więcej o inicjatywie: JEREMIE: unijne środki dla MŚP.

Kameralne biuro coworkingowe w centrum Warszawy. Świetny adres (można tu również zarejestrować firmę), dobra cena – wynajęcie miejsca w przestrzeni wspólnej kosztuje 550 zł/mc. Wadą dla ceniących stały dostęp do biura jest tryb pracy – od poniedziałku do piątku, od 9 do 19.
Dostępne są również business boxy, czyli jedno- lub dwuosobowe biura w cenie 900-1200 zł/mc. W pakietach jest oczywiście dostęp do sieci, napoje, podstawowe usługi recepcyjne i dostęp do urządzeń biurowych. Rejestracja firmy (wirtualny adres) to koszt 200 zł/mc, w cenie jest też 5h sal konferencyjnych; dwa razy więcej kosztuje wirtualny sekretariat (z 10h korzystania z sal i usługami m.in. telefonicznymi).
WWW: business-lab.pl/

Robert Walicki, autor projektu Traktorek.com zwyciężył w organizowanym przez ECDF „Konkursie na e-biznes”. W ramach nagrody otrzyma pomoc w zdobyciu unijnego dofinansowania oraz znalezieniu inwestora, który zapewni mu wkład własny. Do konkursu zgłoszono ponad 80 projektów. Jury brało pod uwagę przede wszystkim innowacyjność pomysłu oraz jego potencjał rynkowy, wynikający z przedstawionego biznesplanu.
Zgłoszone prace były oceniane przez przedstawicieli ECDF – Mariusza Kłobuckiego, Prezesa Zarządu i Bartłomieja Łukaszewicza, Partnera Zarządzającego, jak również specjalistów e-commerce z funduszy inwestycyjnych typu seed i startup. W jury zasiedli Michał Olszewski, Manager Inwestycyjny w LMS Invest oraz Bartłomiej Gola, Partner Zarządzający w SpeedUp Venture Capital Group. Dzięki temu uczestnicy konkursu wciąż mają szansę na zainteresowanie inwestorów swoimi pomysłami i ich realizację przy wsparciu finansowym i merytorycznym funduszy.
Autorzy najlepszego pomysłu mogą liczyć na kompleksową pomoc ECDF. W ubiegłym roku firma pozyskała dofinansowanie z działania 8.1 dla 51 startupów, a łącznie dla ponad 130 e-biznesów.
- Wnioski opracowane przez ECDF dla laureatów głównej nagrody w poprzednich dwóch edycjach konkursu zostały zakwalifikowane do dofinansowania w ramach działania 8.1 POIG. Teraz również dołożymy wszelkich starań, aby pozyskać dotację dla zwycięzcy i wesprzeć go w drodze do realizacji zawodowych marzeń – mówi Mariusz Kłobucki, prezes ECDF. Ponadto ECDF może również pozyskać inwestora, który zagwarantuje wkład własny pomysłodawcy nawet do 210 000 zł. Czterem laureatom drugiego miejsca organizator gwarantuje pomoc w stworzeniu planu sfinansowania e-biznesu w oparciu o opisany pomysł.
Lista nagrodzonych w III edycji „Konkursu na e-biznes”:
I nagroda
Robert Walicki – projekt Traktorek.com
II nagroda
Ewa Wielgórska – projekt Cosmetea.pl
Marcin Lewandowski – projekt Sports Manager Game
Michał Sztuk – projekt TagBerry.in
Przemysław Kuśmierek – projekt Kinect Translator
Partner merytoryczny: LMS Invest. Patroni medialni: Fundusze Europejskie, PC Format, Bankier.pl, MamBiznes.pl, Twoja-firma.pl, e-biznes.pl, Proseed, Webhosting.pl, studente.pl, dla studenta.pl, students.pl, mamstartup.pl. Patroni: Parlament Studencki Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, SpeedUp Venture Capital Group, Centrum Innowacji, Rozwoju i Transferu Technologii Politechniki Poznańskiej

W 2011 roku dzięki działalności Facebooka i firm z nią powiązanych 27 państw należących do UE oraz Szwajcaria zarobiły 15,3 mld euro. W Polsce może to być kwota sięgająca nawet 200 mln euro. Aktywność internetowego giganta przyczyniła się także do stworzenia 232 tys. miejsc pracy na kontynencie – szacuje Deloitte.
Na popularności serwisu korzystają także dostawcy urządzeń mobilnych i usług internetowych – w ubiegłym roku wartość sprzedaży sprzętu i dostaw łączy szerokopasmowych wyniosła 6,5 mld euro. Takie wnioski płyną z analizy „Measuring Facebook’s Economic impact in Europe” przygotowanej przez firmę doradczą Deloitte.
Portal oddziałuje na gospodarki krajów zarówno w wąskim zakresie, poprzez codzienną aktywność firmy Facebook, jak i w szerokim spektrum poprzez działalność podmiotów trzecich, które korzystają z jego ekosystemu. Do działań bezpośrednich zalicza się m.in. wydatki Facebooka na pensje pracowników, podatki oraz zysk wygenerowany z aktywności w 2011 roku, a także wartość wytworzoną w różnych gałęziach przemysłu związanych zapewnianiem dostaw dla firmy. Szacuje się, że wymienione wyżej obszary działalności generują wartość dodaną w wysokości 214 mln euro (z czego 124 mln euro płynie bezpośrednio z działalności Facebooka) i utrzymują ponad 3 tys. miejsc pracy w Europie – w tym 600 osób to bezpośredni pracownicy zatrudnieni przez portal.
Mierząc oddziaływanie Facebooka na gospodarki UE w szerszej perspektywie eksperci Deloitte oszacowali wielkość wpływów, które uzyskują inne podmioty, dzięki korzystaniu z platformy stworzonej przez serwis. Udział biznesu przejawia się m.in. poprzez wzrost świadomości wybranych marek, a co za tym idzie zwiększenie sprzedaży. Osobne miejsce w analizie zajął wzrost popytu na nowoczesne technologie, stymulowany przez użytkowników portalu. Z opracowania wynika, że całkowita wartość wpływu Facebooka na gospodarki 27 krajów Unii Europejskiej i Szwajcarii w 2011 roku, z uwzględnieniem działalności innych podmiotów, wyniosła 15,3 mld euro a także przyczyniła się do stworzenia 232 tys. miejsc pracy.
- Największy udział w tej kwocie mają działania przedsiębiorstw, które wykorzystują Facebooka do promocji swoich usług i produktów, m.in. poprzez tworzenie reklam i aplikacji, które za pośrednictwem portalu trafiają do docelowego konsumenta. Dodatkowe przychody pochodzą z budowy i modyfikacji korporacyjnych stron internetowych, które muszą w obecnych czasach być kompatybilne z serwisem społecznościowym. Niemałe znaczenie ma także działalność reklamowa – ocenia się, że same wydatki na płatne reklamy to suma rzędu 700 mln euro. Intensyfikacja działań marketingowych przekłada się dodatkowo na podniesienie poziomu świadomości marek oraz zwiększenie sprzedaży produktów. – mówi Dariusz Nachyła, Partner zarządzający działem Technologii, Mediów i Telekomunikacji Deloitte w Europie Środkowej.
Znaczący wpływ w skali całego kontynentu generuje działalność związana z tworzeniem i korzystaniem z aplikacji na Facebooku. Deloitte szacuje, że w analizowanych krajach dochody z tej działalności wynoszą 2 mld euro. Dodatkowe 200 mln euro przynoszą spotkania i wydarzenia organizowane przez użytkowników portalu. Dzięki narzędziom udostępnionym przez twórców serwisu organizatorzy mogą zaprosić większą ilość uczestników oraz zorganizować więcej spotkań, a ich goście będą mieli okazję do wydania pieniędzy, co przełoży się na dodatkowe wpływy do budżetów państw.
Nie bez znaczenia jest pozytywne oddziaływanie Facebook na branżę technologiczną. Obecnie na świecie jest ponad 350 milionów aktywnych użytkowników Facebooka, którzy uzyskują dostęp do sieci społecznościowej za pomocą telefonów komórkowych. Wspomaga ich w tym ponad 475 operatorów usług komórkowych na świecie, którzy promują i wdrażają usługi ułatwiające korzystanie z portalu społecznościowego. Eksperci Deloitte obliczyli, że najchętniej z siecią łączą się użytkownicy telefonów komórkowych Apple iPhone – w całej Europie w październiku 2011 r. było ich ponad 33 miliony, na drugim miejscu znaleźli się właściciele Nokii, za nimi HTC/Android oraz Samsung. Dodatkowo wzrasta zapotrzebowania na usługi szerokopasmowego Internetu. Z analizy wynika, że zysk brutto ze sprzedaży urządzeń i usług szerokopasmowego Internetu w Europie wyniósł 6,5 mld euro. Największy udział mają w tym Niemcy, których zakupy wyniosły niemal 1,5 mld euro.
Najwięcej korzyści z działalności Facebooka i powiązanych z nią podmiotów odniosły Niemcy i Wielka Brytania – przełożyło się to na wkład do PKB każdego z tych krajów na poziomie 2,6 mld euro. Na trzecim miejscu znalazły się Włochy, z wpływem na poziomie 2,5 mld euro, wynika to przede wszystkim z dużej aktywności firm, które chętnie korzystają z tej platformy do promowania swoich usług i produktów. Trzy wymienione wyżej kraje są także liderami pod względem ilości stanowisk pracy, które wspieraną są przez działalność Facebooka – łącznie jest to około 100 000 pracowników.
Raport nie podaje wartości dodanej wytworzonej dzięki Facebookowi w Polsce. - Biorąc pod uwagę proporcje PKB oraz poziom popularności Facebooka w Polsce można szacować ją na około 150-200 mln euro rocznie. – mówi Dariusz Nachyła z Deloitte.

Na koniec roku 2011 w Polsce było ponad ćwierć miliona zawieszonych działalności gospodarczych. Ich liczba wzrosła w ciągu roku o jedną trzecią. Dziennie zawieszało działalność 170 przedsiębiorców – pisze Gazeta Prawna.
Dziennik wyliczył, że jednocześnie 383 tys. podmiotów gospodarczych wyrejestrowało się całkowicie. To ponad 60% więcej niż rok wcześniej. Wynika to po części z uaktualnienia rejestrów REGON – wykreślono z nich 72 tys. firm należących do osób nieżyjących.
Według gazety część firm przeszła do szarej strefy, spory odsetek to efekt utraty pracy przez osoby namówione przez firmy do rozliczania się przez samozatrudnienie.
W 2011 zarejestrowano tylko 346 tys. nowych przedsiębiorstw, to o 56 tys. mniej niż w 2010.
Więcej w Gazecie Prawnej.

Mobilna gra geolokalizacyjna stworzona przez polski startup uzyskała nominację w Międzynarodowym Konkursie Gier Mobilnych (International Mobile Gaming Awards IMGAs). Wkrótce trafi do App Store.
Gra CityRace.Me została nominowana do tytułu Najlepszej Gry Rozgrywanej w Świecie Rzeczywistym w Międzynarodowym Konkursie Gier Mobilnych (International Mobile Gaming Awards IMGAs). W konkursie wzięło udział prawie 500 gier z całego świata, a CityRace.Me znalazło się wśród pięciu najlepszych gier w swojej kategorii. Gra jest połączeniem klasycznego Snake’a, znanego z telefonów Nokia, z wyścigiem z filmu Tron. Będzie dostępna na iPhone’y razem z aplikacją webową pozwalającą oglądać rozgrywki w czasie rzeczywistym.
CityRace.Me zostało wyróżnione w wielu konkursach, m.in.: Startup Weekend Warsaw, Startup Fest oraz Hive53 Pitching Contest w Krakowie.
Finał Międzynarodowego Konkursu Gier Mobilnych odbędzie się 1 marca podczas Mobile Game Summit w Barcelonie. Startup CityRace.Me został wyróżniony obok uznanych firm takich jak Grey Area i Flaregames, które otrzymały finansowanie w wysokości odpowiednio 2.5 mln i 7.9 mln dolarów.
CityRace.Me walczy również o nagrodę publiczności. Głos można oddać na stronie konkursu: http://www.imgawards.com/, szczegóły na stronie wydarzenia: Vote for CityRace.Me na Facebooku.

Eniro Polska wprowadza nową ofertę multimedialną dla klientów serwisu panoramafirm.pl. Oferta Wideo to zoptymalizowany pod kątem wyszukiwarek internetowych klip, zmontowany z ujęć nagrywanych w lokalizacji wskazanej przez klienta.
Materiał jest publikowany w serwisie panoramafirm.pl oraz w kanale Panoramy Firm w serwisie YouTube. Klienci mogą również zamówić Pokaz Zdjęć – wideo zmontowane na podstawie zdjęć z archiwum Panoramy Firm lub dostarczonych przez klienta. Wszystkie filmy są zoptymalizowane pod kątem wyszukiwarek internetowych uniwersalnych oraz filmowych, a także umieszczone
w najpopularniejszych serwisach wideo w Internecie.

Paweł Wujec to jeden z twórców portalu Gazeta.pl, stanowisko dyrektora segmentu Internet Agory objął po Tomaszu Józefackim. Jest związany z projektami internetowymi Agory od 2001 r. Przez ostatnie lata był odpowiedzialny za rozwój serwisów wertykalnych i informacyjnych, od 2008 r. kieruje również działaniami marketingowymi grupy Gazeta.pl.
W Agorze pracuje od 1991 r. – początkowo był dziennikarzem w dziale gospodarczym „Gazety Wyborczej”, potem zastępcą kierownika działu gospodarczego.
Paweł urodził się w 1971 r. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył program Executive MBA Uniwersytetu Warszawskiego i University of Illinois. Wcześniej studiował na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW.

O sposobie na uniknięcie podatku od czynności cywilno-prawnych informuje Gazeta Prawna. Wystarczy, by umowę zawrzeć za granicą, tam również musi znajdować się jej przedmiot – na przykład samochód.
Opodatkowaniu podlegają czynności cywilnoprawne, gdy ich przedmiotem są rzeczy znajdujące się w Polsce lub prawa majątkowe wykonywane w Polsce. Prawo wymaga, by poza granicami znajdował się również przedmiot umowy.
Oznacza to, że jeden Polak na wycieczce w Niemczech może sprzedać drugiemu na przykład samochód i od tej czynności nie muszą płacić PCC. W przypadku auta wartego 100 tys. zł, podatek wyniósłby 2 tys. zł. Dużo łatwiej mają osoby mieszkające blisko granicy. Urzędy Skarbowe będą wyczulone na takie transakcje, więc warto dobrze udokumentować wycieczkę.
Więcej szczegółów w Gazecie Prawnej.

Fundusz Mikro, działający w Polsce już 17 lat, ma nowego właściciela. Całość udziałów kupiła Magdalena Dulczewska. Przez 8 lat pracowała w Funduszu Mikro, potem w FM Banku. Nowa właściciel planuje przywrócić i rozwinąć jego działalność pożyczkową dla przedsiębiorstw z segmentu mikro i MSP. Pierwsze kredyty (do 50 tys. zł) mają być dostępne w kwietniu.
Od lutego 1995 roku, kiedy wypłacono pierwszy kredyt z Funduszu Mikro, do 2010 roku, gdy zdecydowano o zawieszeniu działalności pożyczkowej, ponad 57 tysięcy przedsiębiorców otrzymało ponad 130,5 tysiąca kredytów. Łączna wypłacona im kwota przekroczyła 1 miliard złotych. Pożyczki z Funduszu Mikro dostępne były dla małych firm, które z różnych powodów miały utrudniony dostęp do kredytów bankowych. Dzisiaj segment mikroprzedsiębiorstw wciąż boryka się z trudnościami przy pozyskiwaniu pożyczek.
Centralne biuro powstaje w Warszawie, a już na przyszły rok planowane jest otwarcie dodatkowych 6 centrów sprzedażowych w największych miastach w Polsce. Projekt wymaga więc dodatkowych środków, które właścicielka Funduszu Mikro skutecznie pozyskuje od partnerów.
Więcej na stronach Funduszu Mikro.

W każdym przedsiębiorstwie, w którym pracuje więcej, niż 25 osób, musi być zatrudnionych min. 6% osób niepełnosprawnych. Pracodawca nie spełniający tego warunku płaci kary.
Z jednej strony osobom niepełnosprawnym trudno jest znaleźć pracę, z drugiej trudno znaleźć osobę niepełnosprawną do pracy. Nie można jej preferować ze względu na niepełnosprawność, nie można też dyskryminować innych kandydatów o lepszych kwalifikacjach.
Nie wnikając w istotę problemu – bo tu jej nie rozwiążemy – radzimy jedynie, by rozwijające się firmy zawczasu dbały o poziom zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Dobrym rozwiązaniem jest dodawanie do ogłoszeń o pracę klauzuli „Do składania aplikacji zachęcamy osoby niepełnosprawne”.
Kar za zbyt mały odsetek niepełnosprawnych pracowników nie da się łatwo wyliczyć, ale koszty są spore. Weźmy przykład z kancelarii premiera: 500 osób, jedynie 6 niepełnosprawnych – 24 za mało a kara to 450 tysięcy złotych. Pracodawcy płacą rocznie ok. 3,8 miliarda zł kar. Więcej informacji znajdziecie na stronach PFRON.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu uznał, że od właściciela serwisu internetowego nie można żądać, by blokował treści przesyłane przez użytkowników – w tym filmy czy muzykę. To nie tylko argument w sprawie ACTA, ale i ulga dla serwisów społecznościowych.
ETS odpowiedział na pytanie belgijskiego sądu. Trafiła tam sprawa SABAM (belgijski ZAIKS) przeciw serwisowi społecznościowemu Netlog. Jego użytkownicy udostępniają swoją muzykę, filmy czy inne utwory innym. SABAM żądał prewencyjnego kontrolowania, czy pliki nie naruszają praw autorskich.
Trybunał uznał, że wymagania stanowiłyby „poważne naruszenie swobody prowadzenia biznesu przez Netlog, gdyż zobowiązywałyby firmę do zainstalowania na własny koszt skomplikowanego, kosztownego i stale funkcjonującego systemu komputerowego”. Naruszałyby także wiele unijnych przepisów z Kartą Praw Podstawowych na czele.
Wyrok oznacza, że podobnych spraw nie powinni się bać polscy operatorzy – właściciele stron, blogów, serwisów społecznościowych.

mBank wprowadza gwarantowane limity kredytowe dla klientów firmowych, z których można szybko skorzystać on-line, bez podpisywania i przedstawiania dodatkowych dokumentów. Do tej pory z oferty kredytów przez internet mogli korzystać jedynie klienci indywidualni.
Przedsiębiorca – klient banku, może zawrzeć umowę kredytową i otrzymać pieniądze bez konieczności podpisywania umowy w formie papierowej. Z propozycji może skorzystać w dowolnej chwili. W przypadku kredytów do 50 tys. zł, umowa zawierana jest elektronicznie po akceptacji jednorazowym kodem SMS.
Bank wylicza zdolność kredytową przedsiębiorcy na podstawie historii dotychczasowej współpracy, dlatego firma nie musi przedstawiać dodatkowych dokumentów finansowych. Może za to skorzystać z trzech podstawowych produktów: kredytu w rachunku, karty kredytowej lub pożyczki.
Szczegóły na stronach mBanku.

Kilka dni temu informowaliśmy, że polscy deweloperzy aplikacji mobilnych mogą w końcu sprzedawać swoje produkty w Android Markecie. Niestety, okazało się, że to wypadek przy pracy a nie celowe działanie i możliwość sprzedaży została zawieszona. Google dostaje od nas karnego jeżyka.
Sprawa dotyczy programistów z Czech i Polski. Dwa tygodnie temu odkryli, że w ich kontach pojawiła się możliwość sprzedaży aplikacji. Chętnie z niej skorzystali, niestety została ona zawieszona. Zespół Android Market rozesłał do nich list, w którym wyjaśnia, że to tylko pomyłka i że funkcjonalności płatnicze w Polsce i Czechach nie działają. Czyli nikt pieniędzy nie dostanie.
Google po raz kolejny zaskakuje rynek. A to wytnie porównywarki, a to włączy i wyłączy dwa kraje z programu partnerskiego. Szkoda, że polityka informacyjna firmy zawodzi na całej linii.
Za informację dziękujemy Łukaszowi Zjawińskiemu z Softical.

Jeśli prowadzisz internetową sprzedaż a płatności przyjmujesz wyłącznie przelew lub za pośrednictwem poczty, nie musisz kupować kasy fiskalnej nawet po przekroczeniu 40 tys. zł przychodu. Takie stanowisko zajęła Izba Skarbowa w Łodzi.
Zwolniła z tego obowiązku przedsiębiorcę, który rozlicza się z klientami wyłącznie w formie bezgotówkowej. Uwaga: nie oznacza to, że automatycznie można w identycznej sytuacji nie kupować kasy fiskalnej – trzeba poprosić fiskusa o zwolnienie z obowiązku jej posiadania. Dzięki werdyktowi Izby Skarbowej z Łodzi (sygnatura akt nr IPTPP4/443-44/11-4/ALN, z 31 stycznia 2012) będzie to łatwiejsze.
Raz jeszcze przypomnijmy, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy nie obracamy gotówką. Opisy przelewów pozwalają bowiem na łatwe i precyzyjne ewidencjonowanie przychodów i przypisanie ich do konkretnych czynności czy towarów. Jakakolwiek wpłata gotówkowa determinuje konieczność używania kasy fiskalnej – w opisanych warunkach.

Kontrola ze skarbówki nie jest przyjemna, ale wbrew legendom nie wyłączy firmy z funkcjonowania na długie tygodnie. Jakie masz prawa i obowiązki, kiedy kontrolerzy mogą przyjść i co robić? Przed kontrolą przysyłają zawiadomienie. Bać trzeba się wtedy, gdy przychodzą niezapowiedziani.
Urzędnicy kontroli skarbowej muszą poinformować z wyprzedzeniem o swojej wizycie – wysyłają pismo. W myśl rozporządzenia Ministra Finansów dokument ten musi wskazywać na zakres kontroli, jej czas i miejsce, a także zawierać dane dotyczące zarówno kontrolowanego, jak i organu, który postanowił przeprowadzić kontrolę.
Po otrzymaniu zawiadomienia mamy tydzień spokoju – urzędnicy przyjdą nie wcześniej, niż 7 dnia i nie później niż 30 od tego momentu. Są wyjątki – urzędnicy robią również tzw. kontrole doraźne – sprawdzają najczęściej czy podatnik używa kasy fiskalnej, czy daje wydruki i ewidencjonuje swoje, czy robi tzw. spis z natury. Takie kontrole są naturalne. Urzędnicy mogą przyjść bez zapowiedzenia, gdy realizują zlecenie organu prowadzącego postępowanie przygotowawcze o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe. Wtedy można się spodziewać również funkcjonariuszy urzędu celnego. I kłopotów.
Nieodbieranie zawiadomień również stanowi przesłankę – oraz podstawę! – do niezapowiedzianej kontroli.
Kontrolerzy muszą mieć ze sobą upoważnienie do przeprowadzenia kontroli, muszą też pokazać swoje służbowe legitymacje. Z chwilą ich prezentacji formalnie rozpoczyna się kontrola. Upoważnienie może być wystawione przez naczelnika urzędu skarbowego, naczelnika urzędu celnego, jak również władze samorządu terytorialnego. Upoważnienie jest imienne – musi zawierać imię i nazwisko kontrolera, nr legitymacji, czas rozpoczęcia kontroli i przewidywany czas jej zakończenia.
Kontrola nie jest prowadzona na wniosek innego podatnika, czyli bezpośrednio wskutek donosu. Ale może on spowodować, że kontrolerzy zainteresują się naszą działalnością. Kontrola jest jednak ich decyzją.
Podstawa prawna: Dział VI Ordynacji Podatkowej (artykuły 281-292)
Źródło: w artykule zostały wykorzystane informacje zawarte w tekście Elżbiety Węcławik i
Doroty Kępki z Tax Care

Podstawą sukcesu firmy są ludzie. Ale nawet jeśli zbierzemy najlepszych specjalistów, mogą nie stworzyć zespołu. Konflikty, brak współpracy – jak sobie z tym radzić? Polecamy wywiad z psychologiem biznesu, dr Anną Hełką w GazetaPraca.pl.
Według psychologa dobry zespół to taki, który jest efektywny, radzi sobie w różnych sytuacjach, rozwiązuje problemy i jest spójny. Jak go zbudować, przeczytacie w tekście Dobry zespół osiąga wysokie wyniki, skonfliktowany nie.

Rozwiązanie ERP – wspiera firmy w efektywnym zarządzaniu zasobami i podejmowaniu strategicznych decyzji. System pozwala przede wszystkim na lepszy wgląd w działalność biznesową przedsiębiorstwa i zwiększenie wydajności pracowników.
Dynamics NAV jest wyposażony w rozwiązania analityczne, które pozwalają kontrolować wydatki i analizować źródła przychodów. Rozwiązanie wspiera efektywne zarządzanie kluczowymi obszarami firmy, w tym finansami, projektami, bazą klientów, produkcją, sprzedażą, zakupami czy magazynem. Obszary te są zintegrowane w jednym rozwiązaniu ERP.
Cena: w promocji „Przybij piątkę” („High five”) do 22 czerwca 5-stanowiskowa licencja na Dynamics NAV kosztuje 2000 euro.
WWW:Microsoft Dynamics NAV

Kosmiczna nadzieja: PW-Sat, który może zarabiać ogonkiem. Minus za minusy na rocznym saldzie Zyngi i Groupona. A karny jeżyk dla 823 zł emerytury, jaką dostanie przedsiębiorca w roku 2046.
Nadzieja tygodnia: pierwszy polski satelita poleciał w kosmos. PW-Sat został zaprojektowany i zbudowany przez studentów Politechniki Warszawskiej. Co to ma wspólnego z biznesem? Sporo – po pierwsze przeprowadzenie i realizacja tak skomplikowanego projektu to jak zarządzanie firmą. Ten egzamin studenci zdali celująco. Dokonali czegoś, co nie udało się innym podmiotom naukowym czy państwowym. A po drugie, ich projekt ma duże szanse na sukces komercyjny. Satelita testuje system prostej i bezpiecznej deorbitacji. W skrócie – kiedy kończą mu się baterie a misja dobiega końca, satelita rozwija ogon, który kieruje nim tak, by spadł tak, by nie narobić szkód i nikogo nie trafić. Prosto, tanio i skutecznie. Jeśli ten system zadziała poprawnie, w kolejce do naszych studentów ustawią się projektanci i producenci statków kosmicznych, by ich sprzęty również wyposażyć w rozwijany ogonek. Szczerze mówiąc nie wiem, ile na tym da się zarobić. Ale możliwość powiedzenia w towarzystwie „W tej chwili 90% satelitów jest wyposażonych w mój system bezpiecznej deorbitacji” jest bezcenna.
Rozczarowanie tygodnia: straty Zyngi i Groupona. Obie firmy trafiły niedawno na giełdę – teraz inwestorzy pewnie głowią się co zrobić z akcjami. Sprzedać? Zynga produkuje gry, ponoć gra w nie niemal ćwierć miliarda ludzi. Strata w Q4 2011 to 435 mln $, cały rok – 404 mln $ na minusie. Groupon miał odpowiednio 43 i 203 mln strat. Trzymać? Na wyniki Zyngi miały wpływ koszty wejścia na giełdę i przekazanie pracownikom opcji za pół miliarda $. Groupon jeszcze nigdy nie zarobił, ale straty maleją – w 2010 spółka straciła 420 mln $, teraz dwukrotnie mniej. Tylko czy to jest powód do zadowolenia? Wydaje się, że rozsądni inwestorzy powinni patrzeć na te wyniki z niesmakiem. Czy to właśnie nie od płacenia irracjonalnych pieniędzy za wyimaginowane potrzeby zaczyna się bańka?
Zgrzyt tygodnia: emerytury. Kiedy wicepremier polskiego rządu, Waldemar Pawlak, z rozbrajającą szczerością przyznaje, że nie liczy na ZUS, ale sam odkłada na starość i ma nadzieję, że dzieci go wesprą, statystyczny Polak powinien zacząć się bać. Bo premier Pawlak w przeciwieństwie do większości rodaków zarabia nieźle, ma służbowe auto, świadczenia i osiemset złotych emerytury mu nie grozi. A może premiera należy posłuchać? Chyba tak, bo jak wynika z analiz Home Broker i Interii, dzisiejszy przedsiębiorca, regularnie płacący wszelkie składki, dostanie w roku 2046 równowartość dzisiejszych 823 zł. Pieniądze „na starość” odkłada zaledwie 6% Polaków. Rodacy, przedsiębiorcy! Wiem, że trudno myśleć o zamrożeniu części środków, którymi obracacie. Bo można je przeznaczyć na rozwój firmy. Ale chyba warto się zabezpieczyć.
Konrad Bagiński

Książka ta ma ciekawą historię. Gdy została opublikowana w 2001 roku, od razu stała się w USA bestsellerem, ale szybko straciła na popularności. Jednak około 2004 roku, na fali wzrastającej mody na blogi oraz popularności samego Internetu i wiążącego się z tym wkraczania w erę informacji, świat przypomniał sobie o tej książce. Ja też. Polecił mi ją kolega, a jako że miałem bardzo mało czasu i nie umiałem go porządnie zorganizować, taka lektura była mi bardzo potrzebna.
David Allen nie odkrywa Ameryki. Jego system GTD (ang. Getting Things Done) to zbiór porad i zwyczajów, które pomagają zapanować nad otaczającym nas chaosem. Zacznijmy od tego, że jeśli myślimy o więcej niż tylko kilku rzeczach naraz, to już mamy w głowie mętlik i na pewno trudno będzie nam się skupić. Allen radzi więc, aby spisać wszystko, o czym myślimy, i wraz z całą korespondencją, dokumentami i zadaniami wrzucić do „Skrzynki” (ang. Inbox). Potem po kolei wyjmować te rzeczy ze „Skrzynki” i szybko decydować, co mamy z nimi zrobić.
Na tym etapie dochodzi wyższy szczebel organizacji, czyli pogrupowanie zadań w projekty oraz podział na to, co może nam się kiedyś przydać albo co warto zarchiwizować. Całą resztę należy wyrzucić. Proste, prawda?
Projekty to według Allena wszystkie te zadania, które wymagają więcej niż jednego kroku. Czyli np. „zorganizowanie urodzin” to nie zadanie, a projekt. Napisanie tej recenzji może być zadaniem, ale może być też projektem, jeśli wziąć pod uwagę, że muszę znowu zajrzeć do książki, zrobić trochę notatek, napisać artykuł, wysłać do sprawdzenia itd. Allen w ogóle radzi, abyśmy rozbili wszystko na jak najmniejsze zadania, wtedy po prostu będzie nam łatwiej je zrealizować.
Często, gdy stoją przed nami duże projekty, nie wiemy, od czego zacząć. Wówczas trzeba zadać sobie pytanie: „Co jest moją następną akcją? (ang. What’s the next action?)”. I wybrać tylko jedno zadanie, i na nim się skupić. Po jego wykonaniu przysłowiowa śnieżna kula zacznie się toczyć i wykonywanie kolejnych zadań pójdzie już szybko.
Zadania najlepiej realizować w „kontekstach”, czyli dzielić je na te, które możemy zrobić w domu, biurze, w biegu, przez telefon itd. – niezależnie od projektu, jakiego dotyczą. Moim ulubionym kontekstem jest właśnie telefon: kiedy po dobrym lunchu wykonuję kolejne telefony, siedząc wygodnie w fotelu, czuję się bardzo produktywny.
Wśród wielu innych sztuczek przedstawionych przez Allena warto szczególnie zwrócić uwagę na kluczowy w jego metodyce zwyczaj „cotygodniowych przeglądów” tego, co już zrobiliśmy i co planujemy zrobić w przyszłym tygodniu. Dlaczego to tak ważne? Bo mając nawet bardzo dobrze zorganizowany system, jeśli nie będziemy go regularnie przeglądać, znowu ogarnie nas chaos.
Polecam tę książkę każdemu. W obecnych czasach wszyscy musimy nauczyć się dobrych praktyk zarządzania czasem.
Michał Śliwiński

System iTaxi umożliwia zamówienie taksówki bezpośrednio ze smartfona (iOS oraz Android). Wystarczy uruchomić aplikację i wskazać na mapie wybraną taksówkę. Zlecenie trafia bezpośrednio do kierowcy, bez pośrednictwa centrali. Klient może śledzić pozycję zamówionej taksówki.
iTaxi to dwa rodzaje aplikacji. Po jednej stronie jest klient – po uruchomieniu programu widzi na mapie znajdujące się najbliżej niego taksówki. Po kliknięciu w którąś z nich, ma możliwość sprawdzenia jaki to samochód i cen przejazdu. Jeśli zdecyduje się na jej wezwanie, może jeszcze dodać opcje – np. przejazd z psem, fotelik dziecięcy, osoba niepełnosprawna. Wezwanie trafia bezpośrednio na ekran smartfona kierowcy, który może je przyjąć lub odrzucić.
Jak to działa?
System iTaxi upraszcza zamawianie taksówki. Zlecenie nie przechodzi przez centralę, operator i kierowca nie porozumiewają się przez radio. Zwykle kierowcy czekają na zlecenia albo na postoju, albo tworzą „kolejki”. Zlecenia w danej okolicy są przekazywane w kolejności zgłoszeń kierowców. Ostatni w kolejce może długo czekać na zlecenie. iTaxi likwiduje i ten problem.
Inwestycja
Twórcy iTaxi podkreślają, że nie chcą konkurować z korporacjami taksówkarskimi i tworzą usługę komplementarną. Umowy podpisują nie ze zrzeszeniami a z pojedynczymi kierowcami. Taksówkarz dostaje smartfona z aplikacją. Płaci za niego jedynie kaucję zwrotną (100 zł), iTaxi opłaca mu abonament internetowy. Transfer danych po stronie taksówkarza nie jest duży, ok. 100-200 MB miesięcznie. Po stronie firmy są więc koszty kilkuset złotych za urządzenie i ok. 30-40 zł abonamentu. Czyni to biznes trudno skalowalnym, bo w przypadku dużego zainteresowania kierowców, koszty wdrożenia nowych urządzeń szybko rosną.
Gdzie są pieniądze?
Na czym chce zarabiać iTaxi? Kierowca płaci stałą opłatę za każdy kurs, niezależnie od jego wartości. Jej wysokość to prawdopodobnie ok. 2-3 złotych.
Rynek usług taksówkarskich w Polsce jest spory. W samej Warszawie jeździ ok. 8 tysięcy taksówek, które realizują 1,5 mln kursów miesięcznie. Średnia wysokość rachunku to trzydzieści kilka złotych – rynek taxi w stolicy jest więc wart ok. 50 mln złotych miesięcznie.
Użytkownicy mogą oceniać taksówkarzy, przeglądać i analizować historię przejazdów oraz oceniać i wybierać swoich ulubionych kierowców. System umożliwia również wskazywanie adresów przy użyciu intuicyjnej książki adresowej. System zostanie wzbogacony o dodatkowe formy płatności a także o rozwiązania dedykowane firmom, których pracownicy korzystają regularnie z tej formy transportu.
Czy iTaxi już działa?
System jest właśnie wdrażany w Warszawie, kilkudziesięciu kierowców ma już urządzenia, po stronie aplikacji klienckiej prowadzone są beta testy. Zainteresowanie systemem wyraziły też niektóre korporacje taksówkowe, które widzą w nim znaczne uproszczenie swojego systemu. Według planu biznesowego do połowy roku liczba taksówek wyposażonych w iTaxi powinna sięgnąć tysiąca. Potem nastąpi ekspansja na inne miasta, a także państwa. Wtedy jednak model biznesowy będzie musiał prawdopodobnie wykluczyć rozdawanie smartfonów. To w zasadzie jedyny element ograniczający teraz skalowalność biznesu.
Do beta testów można zapisać się na stronie www.itaxi.pl. W marcu nastąpi komercyjne uruchomienie systemu, a aplikacje klienckie staną się dostępne w marketach App Store oraz Android Market.
System stworzyła firma eo Networks, zainwestował w niego Łukasz Wejhert.

Atrakcyjna jednorazowa amortyzacja, preferencyjny kredyt czy rozłożenie podatku na raty to różne formy pomocy de minimis dla firm. Przedsiębiorcy nie mogą jednak korzystać z nich bez ograniczeń – obowiązuje ich łączny limit, którego przekroczenie grozi utratą pomocy i zapłatą odsetek.
Pomoc de minimis jest oferowana przez państwo w różnych formach. Może to być na przykład dotacja, dopłata do oprocentowania kredytów bankowych, umorzenie zaległości podatkowych czy odsetek od zaległości podatkowych, umorzenie kosztów egzekucyjnych, jednorazowa amortyzacja, rozłożenie na raty płatności podatku lub odsetek.
Pomoc, która nie zakłóca konkurencji
Pomoc publiczna jest regulowana przez przepisy prawa wspólnotowego, a te ustanawiają zakaz udzielania jej przedsiębiorcom bez zatwierdzenia przez Komisję Europejską. Jednym z wyjątków jest właśnie pomoc de minimis, która nazwę zawdzięcza zasadzie prawa rzymskiego, zgodnie z którą prawo nie troszczy się o drobiazgi (łac. de minimis non curat lex). Pomoc de minimis jest więc udzielanym przez państwo wsparciem, które – ze względu na małą wartość – nie zakłóca konkurencji i nie wpływa na handel między państwami członkowskimi.
100 tys. albo 200 tys. euro na trzy lata
Wysokość maksymalnego wsparcia udzielanego przedsiębiorcy w ramach pomocy de minimis jest określona w rozporządzeniu Komisji Europejskiej (rozporządzenie w sprawie stosowania art. 87 i 88 Traktatu do pomocy de minimis), zatem limit jest taki sam we wszystkich państwach członkowskich Wspólnoty Europejskiej: wsparcie de minimis nie może przekroczyć 200 tys. euro w ciągu trzech lat. Co ważne, do ustalonej puli wlicza się wszelkie wsparcie uzyskane przez przedsiębiorcę, bez względu na jego formę czy cel. Niższy limit przewidziany został dla przedsiębiorców działających w sektorze transportu drogowego. Muszą oni pilnować, aby łączna uzyskana przez nich pomoc nie przekroczyła 100 tys. euro. Są to kwoty brutto, czyli zawierają w sobie ewentualne podatki. Wartości te ustala się, biorąc pod uwagę pomoc udzieloną w danym roku oraz w dwóch latach poprzedzających. Obliczając wysokość pomocy de minimis, dokonuje się przeliczenia na euro według kursu średniego ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski, obowiązującego w dniu udzielenia pomocy.
Podmiot udzielający pomocy de minimis wydaje zaświadczenie o jego wysokości, podając wartość pomocy zarówno w złotówkach, jak i w euro. Zaświadczenie takie powinno być wydane w dniu udzielenia pomocy (np. w dniu podpisania umowy, na podstawie której przedsiębiorca nabył prawo do pomocy lub wraz z decyzją organu udzielającego pomocy). Jeżeli decyzja organu udzielającego pomocy zawiera wszystkie dane, które musi zawierać zaświadczenie o pomocy de minimis, wydawanie zaświadczenia nie jest już potrzebne.
Państwo musi pilnować limitu
Niejednokrotnie w ustawie znajduje się zapis: Pomoc, o której mowa (…), stanowi pomoc de minimis, udzielaną w zakresie i na zasadach określonych w bezpośrednio obowiązujących aktach prawa wspólnotowego dotyczących pomocy w ramach zasady de minimis. Tak jest na przykład w przypadku korzystnej dla przedsiębiorców jednorazowej amortyzacji, przewidzianej w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Komisja Europejska wymaga, aby państwo poinformowało zainteresowaną wsparciem firmę zarówno o tym, że jest to właśnie pomoc de minimis, jak również o kwocie tej pomocy. Podmiot udzielający wsparcia musi również przed przyznaniem pomocy uzyskać od przedsiębiorcy oświadczenie o wszelkiej innej pomocy de minimis otrzymanej w danym roku i w dwóch poprzednich latach. To również na organach państwa ciąży obowiązek, by starannie sprawdzić, czy przyznanie kolejnego wsparcia nie spowoduje przekroczenia pułapu de minimis. Stąd też tak sformalizowana procedura, wydawanie zaświadczeń i przyjmowanie zaświadczeń o już przyznanych środkach na etapie wnioskowania lub wymaganie oświadczeń, że wcześniej przedsiębiorca z pomocy nie korzystał.
…ale przedsiębiorca poniesie konsekwencje
Procedura udzielania pomocy de minimis jest na tyle mocno monitorowana przez organy państwa, aby w maksymalnym stopniu zapobiec sytuacji, w której limit zostanie przekroczony. Jeśli jednak pomimo wszystkich zabezpieczeń tak się stanie, konsekwencje poniesie przedsiębiorca. W takiej sytuacji musiałby zwrócić udzieloną pomoc i to z odsetkami. Dotyczy to jednak tej pomocy, z którą wiąże się przekroczenie pułapu de minimis. Państwo musi przechowywać wszelkie informacje dotyczące udzielonej pomocy de minimis, bowiem Komisja Europejska może zażądać przedstawienia danych, które pozwolą jej sprawdzić, czy nie zostały przekroczone łączne kwoty pomocy de minimis, otrzymanej przez każde z przedsiębiorstw.
Pomoc de minimis nie dla osób w trudnej sytuacji
Pomoc de minimis nie może być jednak przyznana przedsiębiorcy, który znalazł się w trudnej sytuacji. Mówi o tym wprost rozporządzenie Komisji Europejskiej, odsyłając jednocześnie do wytycznych wspólnotowych dotyczących pomocy państwa w celu ratowania i restrukturyzacji przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji. Z takim stanowiskiem zgodne są też rozstrzygnięcia polskich organów i sądów, na przykład wyrok WSA w Warszawie z dnia 27.04.2010 r, sygn. akt III SA/Wa 2067/09. W sprawie tej fiskus odmówił firmie przyznania ulgi podatkowej w postaci rozłożenia na raty spłaty zaległości podatkowych. Przedsiębiorca złożył skargę do sądu, ten jednak poparł stanowisko fiskusa, argumentując że pomoc de minimis nie może być przyznana takim przedsiębiorstwom, które z różnych powodów znalazły się w kłopotach finansowych (nie mających charakteru przejściowego), których nie są w stanie przezwyciężyć samodzielnie, bez pomocy z zewnątrz, i w związku z tym w perspektywie krótko- lub średnioterminowej grozi im zniknięcie z rynku.
Stosownie do pkt 11 Wytycznych Wspólnotowych, przedsiębiorstwo może być uznane za zagrożone (w trudnej sytuacji) szczególnie wtedy, gdy występują takie typowe oznaki, jak: rosnące straty, malejący obrót, zwiększanie się zapasów, nadwyżki produkcji, zmniejszający się przepływ środków finansowych, rosnące zadłużenie, rosnące kwoty odsetek i zmniejszająca się lub zerowa wartość aktywów netto.
Katarzyna Rola-Stężycka, Tax Care

Zaawansowane narzędzie do tworzenia i edytowania map myśli. iThoughtsHD to aplikacja na iPada, bazująca na wydanej wcześniej siostrzanej wersji iThoughts na iPhone’a.
Twórcy zaimplementowali w niej wiele przydatnych opcji, takich jak: zmiana kształtu pól, kolorowanie, dodawanie linków (zarówno zewnętrznych, jak i do innych map myśli), zdjęć i predefiniowanych ikon, a także ustalanie daty startu i końca zadania oraz ikonki pokazującej stan jego wykonania. Dzięki skrótom (np. „3 razy spacja” tworzy nową odnogę) narysowanie czytelnej i atrakcyjnej graficznie mapy nie zajmuje osobie obytej z aplikacją wiele czasu. Poszczególne gałęzie da się wydzielić i zapisać jako osobny plik.
Gotową mapę myśli można wysłać mailem w formacie PDF, a także wrzucić do Dropboxa.
Cena: $9,99.
www: iThoughts.co.uk

Na Targach eHandlu, spotkasz 110 wystawców i ponad 1 000 przedstawicieli sklepów internetowych. Dzięki Proseed e-Commerce dotrzesz z ofertą do 10 000 odbiorców. Zainteresowany? Dorzucamy do puli 50% zniżki na reklamę w Proseed e-Commerce i 20% zniżki na stoisko na Targach eHandlu!
Oferujemy:
50% zniżki na reklamę full page w drukowanym wydaniu specjalnym Proseed e-Commerce, rozdawanego na targach oraz rozsyłanego do bazy 10 tys. subskrybentów Proseeda oraz uczestników spotkań ShopCamp w wersji elektronicznej. Zobacz cennik!
20% zniżki na stoisko na Targach eHandlu 2 marca w Poznaniu.
Skorzystaj z kodu promocyjnego!
Kontakt:
Magdalena Gawlińska
mgawlinska@proseedmag.pl
tel. 609 679 828
Oferta ważna do piątku, 17 lutego 2012 do godziny 17.00.

Polskie prawo zawiera kuriozalne przepisy, a liczba absurdów prawnych zamiast spadać – wzrasta. Tak twierdzi ponad połowa przedsiębiorców w badaniu programu Rzetelna Firma. 42% z nich zauważyło zwiększenie ilości prawnych niedorzeczności w ciągu roku, 12% stwierdziło, że wzrost jest zdecydowany. Zmian nie zauważyła 1/4 osób prowadzących działalność gospodarczą. Tylko 2% badanych, zaobserwowało poprawę jakości polskiego prawa i zmniejszenie liczby absurdalnych regulacji.
Najwięcej niedorzecznych przepisów znajduje się w prawie podatkowym, natknął się na nie co trzeci ankietowany. Według jednej piątej, uciążliwe i pozbawione sensu przepisy można znaleźć w prawie pracy i systemie ubezpieczeń społecznych. 12% badanych z kuriozalnymi regulacjami spotykała podczas zdobywania zezwoleń, licencji i koncesji potrzebnych do rozpoczęcia własnej działalności. Również rozwijanie własnej firmy nie obywa się bez przeszkód. 6% przedsiębiorców uczestniczących w badaniu napotkało przy poszerzaniu już prowadzonej działalności gospodarczej na przeszkody w postaci niedorzecznych regulacji. Co ciekawe, tylko 14% ankietowanych nie spotkało się w ciągu ostatniego roku z absurdami prawnymi.
Badanie „Absurdy prawne w działalności polskich przedsiębiorstw” zostało przeprowadzone w lutym 2012 roku na reprezentatywnej grupie 1086 przedsiębiorstw, wybranych spośród ponad 41 000 firm, które uczestniczą w programie Rzetelna Firma.
Drodzy Czytelnicy – jakie znacie przykłady absurdów prawnych? Podsyłajcie nam ich opisy na adres news@proseedmag.pl. Dzięki Waszej pomocy będziemy je sukcesywnie opisywać.

Do 20 lutego trzeba poinformować fiskusa o zamiarze płacenia kwartalnych zaliczek na podatek dochodowy. Płacenie ich co 3 a nie 1 miesiąc pozwala na dłuższe obracanie firmowymi pieniędzmi, zaoferowanie dłuższych terminów płatności lub daje po prostu czas na uzbieranie pełnej kwoty. Opcja kwartalna jest dostępna dla tzw. małych podatników lub osób rozpoczynających działalność gospodarczą.
Status małego podatnika przysługuje przedsiębiorcom, których roczne przychody ze sprzedaży wraz z VAT nie przekroczyły w poprzednim roku podatkowym równowartości 1 mln 200 tys. euro, czyli 5 mln 324 tys. zł. O zamiarze kwartalnych rozliczeń należy poinformować urząd pisemnie. Osoby rozpoczynające działalność mogą to zrobić w najpóźniej w dniu, w którym uzyskają pierwszy dochód, mali podatnicy – do 20 lutego.

Do Audioteki trafił właśnie najnowszy Proseed Audio. To wszystkie treści magazynu w formie idealnej do słuchania – wtedy, gdy nie masz czasu czytać. W samochodzie, pociągu, samolocie. 2,5 godziny biznesowego słuchowiska za jedyne 9,90 zł. Polecamy!
Najnowszy Proseed Audio można pobrać z Audioteki. Czyta Marcin Fugiel.
Nie chcesz kupować kota w worku? Słusznie – posłuchaj fragmentu Proseed Audio!

„Fundusz X zainwestował w startup Y”. Fajnie, dzwonimy: „Ile włożyliście, na jakich warunkach?”. Słyszymy: „Tajemnica”. Ale co tu kryć? Że wyjątkowo dużo czy że śmiesznie mało? Że warunki zbójeckie czy że założyciele do końca życia będą pływać w szampanie? Rozmawiają Szymon Szymczyk i Konrad Latkowski.
Szymon Szymczyk: Polska branża internetowa z optymizmem patrzy w przyszłość, 2012 rok ma być jeszcze lepszy niż poprzedni. Wielu uważa, że zbieramy w końcu owoce kilku lat doświadczenia przedsiębiorców i wspólnej wiedzy, którą zgromadziła startupowa społeczność.
Równocześnie jednak, niezmiennie od lat, prawie nikt nie chce otwarcie mówić o szczegółach transakcji. Odbiorcy mediów może jeszcze dowiedzą się, jaką kwotę zainwestowano – ale za ile udziałów? Nie należy się więc dziwić, że ciągle zdarzają się startupowcy chodzący od funduszu do funduszu, niewiedzący, czy powinni się cieszyć, gdy proponuje im się 200 tys. zł za 51% udziałów. Czy niedostatek informacji nas nie spowalnia?
Konrad Latkowski: Jeśli ktoś nie umie pływać, ale zaczyna się uczyć, to wiadomo, że każdego roku będzie coraz lepiej. Tak jest z naszą branża internetową. Jest bardzo młoda, choć ma już swoich weteranów, a wiele rzeczy ciągle dopiero się krystalizuje.
Kwestia kasy? Częściej chyba słyszę „za ile procent”, a rzadko „za ile kasy”. A jeśli słyszę „za ile kasy”, to najczęściej na zasadzie: „Ale wiesz, to tylko dla ciebie, bo to poufne”. I ktoś z boku pewnie pomyślałby, że to kolejne sekrety startupowców, tak jak chęć podpisywania NDA przed rozmową o pomyśle. A wcale tak nie jest! To inwestorzy już w draftach umów inwestycyjnych umieszczają klauzulę, że wszystkie szczegóły umowy są poufne. Dlatego może warto zadać pytanie, dlaczego to inwestorzy, jeśli nie muszą (tak jak spółki giełdowe), nie chwalą się udziałami i kwotami?
S.S.: Czyżby obecna asymetria informacji była im na rękę? Startupowcy nie mają w negocjacjach z nimi dobrego punktu odniesienia. Jeżeli spółce A udało się uzyskać bardzo dobre warunki w umowie z inwestorem, to spółka B, nawet jeśli podobna do A, zaczyna rozmowy od zera. Sytuacja może się jeszcze długo nie zmienić, jeżeli inwestorzy nie zobaczą korzyści w informowaniu rynku o swoich działaniach. Wszyscy ekscytują się TechCrunchem, ale tam jest także CruchBase, ogromna baza zawierająca często informacje o każdym inwestorze zaangażowanym w startup – o kwotach, udziałach itd. W ten sposób obie strony budują wiarygodność. Polskim graczom na tym nie zależy?
K.L.: Odnoszę wrażenie, że polskim funduszom zależy na pozyskiwaniu projektów, które są w miarę samodzielne. Takich, przy których fundusz poszerza wiedzę o danym rynku, jak dobrze pójdzie, to także poza granicami kraju. Do tego dobrze by było, aby to startup znalazł potem kupca lub kolejnego inwestora.
Czemu ukrywa się udziały i złotówki? Nie wiem. Uważam jednak, że sugerowanie się wycenami z TC jest błędem. Może to być przydatne, aby wiedzieć, co się dzieje na świecie i z czym przyjdzie nam walczyć, ale warto pamiętać, że wziąć kasę to jedno – problemem jest ją później odpracować.
S.S.: CrunchBase przywołałem jako przykład innego podejścia do komunikacji z otoczeniem. Nie wierzę, że przedsiębiorcy i inwestorzy publikujący tam informacje robiliby to, gdyby nie byli przekonani, że ostatecznie na tym skorzystają. Uważam, że polska „tajemniczość” szkodzi całej branży. Gdyby np. puścić oficjalnie w świat informację, że jeden z aniołów biznesu przy okazji niedawnej inwestycji Agory w GoldenLine odsprzedał swoje udziały, uzyskując zwrot z inwestycji na poziomie kilku tysięcy procent (fakt), to startupami w większym stopniu zainteresowałyby się mainstreamowe media i kolejni inwestorzy. I praca startupowych PR-owców stałaby się skuteczniejsza.
K.L.: Zgadzam się z Tobą, że tajemniczość nie jest dobra. I istotnie ten element komunikacji, jakim jest pokazywanie efektownych wyników, został całkowicie zaprzepaszczany. Choć są i dobre przykłady, jak Brand24, który bardzo ładnie wykorzystuje „buzz liczbowy”.
Warto też pamiętać, że na rynku brakuje nie tylko danych o procentach. Moja prezentacja na Auli, gdzie podałem ilość odwiedzin i rejestracji, a także obroty, wzbudziła sensacje samym faktem, że to ujawniłem. W zakresie rejestracji czy konwersji użytkowników też przydałyby się benchmarki. Im więcej ich, tym łatwiej w rozmowach z inwestorem porównywać się z rynkiem i uzasadniać wydatki. Teraz w wielu przypadkach to strzelanie na oślep lub wyważanie otwartych drzwi.
S.S.: Rzeczywiście, nie tylko inwestorzy mają problem z ujawnianiem informacji, ale same startupy. Ileż razy jako dziennikarz próbowałem uzyskać od kogoś informacje o wskaźnikach, przychodach itd. Zwykle słyszałem to samo: „Nie widzimy potrzeby ujawniania tych informacji”. A potem narzekanie: „W mediach nie ma danych!”, „Nikt nie chce o nas pisać”.
Drodzy, tajemniczy startupowcy, gdy dzwonię do Michała Sadowskiego z Brand24, to wiem, że dostanę od niego konkret i liczby. Gdy wy odmawiacie ich podania, nie zadzwonię drugi raz. Dlatego Brand24 pojawia się w mediach, a wy nie.
K.L.: Media i pojawianie się w nich to inna kwestia. Ujawnianie danych to jednak problem o tyle ciekawy, że ciągle słyszmy, jak łatwo jest wychodzić na świat. Ja tej łatwości nie widzę. Począwszy od kwestii prawnych, na podatkowych kończąc. Wiele dowiedziałem się od AdTaily – i tu ukłon w ich stronę – tymczasem inwestorzy nie umieli nic powiedzieć (w moim obszarze działania). Mimo to oczekiwali dokumentów z planami i celami. I tu też Wasza rola, Panie Redaktorze, aby jak najwięcej tego typu danych publikować, skoro mamy być tacy globalni…
S.S.: Z naszej strony: challenge accepted. Swoją rolę do odegrania mają tak naprawdę wszyscy uczestnicy rynku. Wierzę, że wystarczy grupa kilkunastu startupowców i inwestorów, którzy zaczną bardziej otwarcie informować o swoim biznesie, aby za ich przykładem poszli inni.
Rozmawiali:
KONRAD LATKOWSKI
Miłośnik networkingu, czego efektem jest serwis EventCookie.pl, od 2010 roku współtworzy system Manubia.pl. Na 2012 planuje coś wielkiego.
SZYMON SZYMCZYK
Redaktor prowadzący „Proseeda”, a wcześniej PR-owiec w firmach z branży internetowej.

Gazeta Prawna informuje o nowym, nieuczciwym sposobie na wydłużenie procedury podatkowej. Spodziewasz się niekorzystnej decyzji Urzędu Skarbowego? Wyślij pustą kopertę i twierdź, że w środku było powiadomienie o zmianie adresu do doręczeń. Ale urząd zgubił je w swoim bałaganie. Pomysł żenujący, ale jeszcze pozwala przedłużyć procedurę.
Co z tego ma nieuczciwy podatnik? Po wysłaniu pustej koperty nie odbiera listów z urzędu, twierdząc, że do niego nie dochodzą. Decyzja, która nie została dostarczona, prawnie nie obowiązuje. System jeszcze działa, bo urzędy do tej pory po prostu wpisywały kopertę jako przychodzącą pocztę. Teraz dokładniej sprawdzają przesyłki, opisując zawartość. Ile dodatkowej pracy to kosztuje? Jednorazowo pewnie niewiele, ale w skali kraju – zbyt dużo.

Sygma Bank będzie wyłącznym partnerem finansowym należącej do Grupy Allegro porównywarki Ceneo. Na wszystkich stronach produktowych pojawi się zakładka z informacją o banku. 4,6 mln użytkowników (miesięcznie) Ceneo.pl otrzyma informacje o ofercie kredytowej Sygma Banku, a także dostęp do ponad 120 współpracujących z nim sklepów internetowych.
Zakładka umożliwia wszystkim sklepom na Ceneo (4300 e-sklepów) kontakt z Sygma Bankiem w celu nawiązania współpracy. Informacje kontaktowe do Banku są również dostępne dla potencjalnych partnerów w zakładce „Partnerzy”, w panelu przeznaczonym wyłącznie dla sklepów obecnych na platformie. Warunki współpracy zakładają również reklamę na głównej stronie Ceneo.pl, odsyłającą na stronę www.sygmabank.pl, a także reklamy na stronach produktowych oraz w wybranych kategoriach produktów w Allegro.pl.