
Wiecie, że „wartość polskiej gospodarki internetowej jest większa, niż wartość dodana górnictwa”? Myśmy nie wiedzieli, ale tak podejrzewaliśmy. Czy zaskoczy Was pozostałe 14 faktów? Obejrzyjcie filmową prezentację – dobra wiedza do zaszpanowania przed znajomymi
Produkcja: Startuptv.pl

Za kilka tygodni, po trwającej obecnie fazie beta, K2 uruchomi Oktawave, chmurę obliczeniową o pełnej funkcjonalności. Prace nad nią trwały 2 lata. Oktawave ma wyróżniać się szybkością i umiarkowanymi cenami.
Centrum danych zlokalizowane jest w Polsce (obecnie w Warszawie). Obecnie Oktawave jest w trakcie publicznych testów beta. Oznacza to, że każdy może za darmo skorzystać z jej zasobów. Wystarczy posiadać kod umożliwiający rejestrację do usługi lub poprosić o takowy w specjalnym formularzu dostępnym na tej stronie.
Znaczenie projektu podkreśla Janusz Żebrowski, prezes zarządu K2 Internet: - Oktawave jest dla nas jednym z najważniejszych przedsięwzięć rozwojowych w historii firmy. Liczymy, że w przyszłości przychody i zyski płynące z usług chmury obliczeniowej mogą zrównać się z wynikami z dotychczasowej działalności.
Więcej na www.oktawave.com

Drodzy Proseedomaniacy – do Audioteki trafił właśnie najnowszy, 22. numer Proseed Audio. Posłuchacie w nim o tym, jak Socializer sięga po Europę Wschodnią, o końcu raju na Cyprze, Butron Lee mówi nam, jak Apple i Google skopały tyłek Nokii. A to tylko część materiałów – czekają na Was prawie 4 godziny biznesowego słuchowiska, niezmiennie za 9,90 zł. Kliknij, kup: audioteka.pl
W audiobooku posłuchasz m.in.:
Sukces
Biznes
Okazje biznesowe
Rolnictwo – niezagospodarowane pole dla startupów
Inspiracje
Po godzinach

Na polskiej scenie startupów nie brakuje dobrych pomysłów na biznes. Od początku 2000 roku odnotowano sukcesy takich projektów, jak Allegro czy Gadu-Gadu – rozwiązań niezwykle popularnych, choć obejmujących swoim zasięgiem jedynie rynek krajowy. Obecnie zauważa się coraz większe zainteresowanie młodych przedsiębiorców przestrzenią globalną. Twórcy startupów pragną odnosić sukcesy na miarę takich potentatów branży internetowej, jak: Skype, Facebook czy Google – pisze Konrad Szwedziński, prezes funduszu Spartan Capital.
Czy rodzime projekty mogą odnieść sukces na globalną skalę? Wydaje się, że tak. Największą trudnością, z jaką borykają się początkujący przedsiębiorcy jest niski budżet realizowanych projektów, jednak zaradni startupowcy potrafią znaleźć rozwiązanie tej sytuacji. Nierzadko ich odpowiedzią na problemy budżetowe jest współpraca z Aniołami Biznesu. Inwestorzy coraz częściej zauważają potencjał drzemiący w młodych przedsiębiorczych wynalazcach, a ci z kolei mają świadomość, że fundusze inwestycyjne to nie tylko zastrzyk gotówki dla wschodzącej firmy, ale także doświadczenie biznesowe pozwalające zwyciężyć w warunkach globalnej konkurencji. Przebicie się na rynku IT to zadanie trudne, ale możliwe do realizacji. Przykłady polskich startupów, których projekty stały się markami rozpoznawalnymi na całym świecie, to najlepszy dowód na siłę rodzimych rozwiązań w zakresie innowacji technologicznych.
W jaki sposób młodzi zdolni polscy przedsiębiorcy podbijają rynki światowe? Niejednokrotnie dzięki prestiżowym konkursom. Codility.com, aplikacja popularna nie tylko w kraju, ale i za granicą, jest zwycięzcą Seedcamp 2009 i TechCrunch Europas 2010. Codility.com to popularny serwis internetowy wspomagający proces rekrutacji programistów. Korzystając z niego rekruterzy mogą zdalnie przeprowadzać testy kompetencyjne dla branży IT. SaveUp, kolejny odnoszący sukcesy rodzimy produkt, zdobył główną nagrodę w Agora Startup Fest 2011. SaveUP to startup twórców aplikacji, która pozwala na mobilny zakup multimediów. Za pomocą oprogramowania można na podstawie zdjęcia okładki wybranego produktu mobilnie złożyć zamówienie w sklepie. Nowatorskim pomysłem jest też projekt NeurON, laureat Intel European Challenge oraz Intel Global Challenge [przyp. red: właśnie trwa nabór do Intel® Business Challenge 2012]. Oprogramowanie wykorzystuje fale mózgowe do bezdotykowego sterowania urządzeniami. Aplikacja otwiera nowe możliwości komunikacji człowieka z urządzeniami elektronicznymi, zapewniając szybkie i efektywne korzystanie m. in z komputera bez użycia rąk. Na uwagę zasługuje też FilesTube.com, internetowa wyszukiwarka multimediów, która pozwala na łatwe znalezienie m.in. filmu czy pliku mp3. FilesTube.com zajmuje obecnie 144 miejsce w prestiżowym rankingu Alexa Internet, najpopularniejszych stron na świecie. Zgodnie z danymi comScore w październiku 2009 roku FilesTube.com odwiedziło 26 mln użytkowników z całego świata.
Rodzime serwisy społecznościowe to kolejny przykład na udane globalne rozwiązania. Wystarczy spojrzeć na sukces portalu Filmaster rekomendującego filmy na podstawie wybranych filtrów. Polski Filmaster na jednej z najważniejszych konferencji poświęconej mediom audiowizualnym – MIPTV, został uznany za jeden z najbardziej nowatorskich startupów. Nie jest to jedyny polski pomysł na ciekawy serwis społecznościowy. Placeknow.com to kolejny międzynarodowy obiecujący portal społecznościowy. Serwis jest innowacyjnym pomysłem na wygenerowanie przestrzeni w sieci pozwalającej użytkownikom internetu z całego świata, w tym również miastom oraz organizacjom rządowym i pozarządowym na wymianę informacji o interesujących lokalizacjach i wybranych zakątkach ziemi. Placeknow.com to narzędzie dostarczające ciekawe informacje z całego świata, pomysły na aranżacje podróży oraz propozycje spędzenia czasu w konkretnym miejscu. Placeknow.com stwarza też możliwość wymiany doświadczeń i budowania relacji z innymi miłośnikami internetu. Cechą wyróżniającą portal na tle innych serwisów jest funkcjonalny i przyjemny w obsłudze interfejs. Oprócz Placeknow.com startupami, które mają szansę przebić się na globalnym rynku IT są zdaniem inwestorów Exnui i Igoria Trade.
A jakie są prognozy na rozwój sektora nowych technologii? Zgodnie z danymi pochodzącymi z raportu Instytutu Gartner prognozowany jest systematyczny wzrost wartości wydatków w technologie IT, podobnie jak w ogólnie rozumiany rynek internetowy, który z roku na rok rozwija się coraz dynamiczniej.
Konrad Szwedziński, prezes zarządu Spartan Capital S.A.

Gigant motoryzacyjny uznał, że reklamy w społecznościowym kolosie są dla niego bezużytecznie i nieefektywne. Wall Street Journal cytuje decydentów GM, którzy twierdzą, że działania na Facebooku miały minimalny wpływ na zachowania użytkowników.
Utrata poważnego klienta (GM wydaje rocznie ok. 40 mln $ na reklamę na Facebooku) może mieć negatywny wpływ na giełdowy debiut serwisu. General Motors nie zamierza oczywiście zarzucić działań społecznościowych, jedynie ograniczyć wydatki na reklamy. Można się tylko zdziwić, że GM tak późno doszedł do wniosku, że serwis społecznościowy nie jest idealnym medium do reklamowania samochodów…

Pożyczki bankowe mają niepodważalną zaletę – szybkość. Jeśli bank zdecyduje się (lub nie) pożyczyć pieniądze przedsiębiorcy, proces ten trwa na ogół kilka dni. Szukanie inwestora czy startowanie w konkursach o unijną kasę to przeciętnie kilka miesięcy. Przed bankiem nie trzeba się też tłumaczyć z wydatków.
Minusy pożyczania pieniędzy od banku to z niewielkie sumy i wysokie oprocentowanie. 1 – 15 tys. zł – o taki debet mogą się starać, przedsiębiorcy, którzy dopiero rozpoczynają działalność gospodarczą – wynika informacji Tax Care. Korzystanie z takiego kredytu może jednak kosztować nawet 22% w skali roku.
Jedną z najprostszych form kredytu w banku jest debet w koncie – bank wyznacza klientowi limit debetowy, czyli kwotę, do jakiej może się zadłużyć, a każda wpłata na konto oznacza automatyczną spłatę części długu. Z ankiety przeprowadzonej przez Tax Care wynika jednak, że tylko pięć banków zgodziłoby się na uruchomienie debetu w koncie firmowym przedsiębiorcom, którzy dopiero otworzyli firmę i ich rynkowy staż jest krótszy niż 3 miesiące. Należą do nich: Getin Noble Bank, Inteligo, mBank, Multibank oraz PKO BP.
Pieniądze, jakie oferują startupom banki, są niewielkie. Tylko tysiąc złotych, pożyczy początkującym przedsiębiorcom PKO BP. Niedużo więcej, bo 2 tys. zł, proponuje jego internetowe ramię – Inteligo. Na większy zastrzyk gotówki mogą liczyć firmy, które założyły konto w mBanku i Multibanku – po 10 tys. zł. Najwyższy debet oferuje klientom firmowym Getin Noble Bank, którzy mogą starać się o pożyczkę w koncie do 15 tys. zł.
Choć kwoty pożyczek są niewielkie, oprocentowanie debetów w koncie firmowym jest kosztowne, m.in. dlatego, że są to pożyczki bez żadnego zabezpieczenia. Za możliwość pożyczania pieniędzy w taki sposób banki żądają odsetek w od 17% (Getin Noble Bank) do 22% (PKO BP) w skali roku. PKO BP i Multibank zrezygnowały za to z prowizji za przyznanie linii debetowej (która na przykład w mBanku może sięgać nawet 5% kwoty debetu) oraz bieżących opłat związanych z użytkowaniem debetu.
PKO BP, który oferuje firmom do 3 miesięcy działalności tylko tysiąc złotych debetu, jednocześnie deklaruje, że po upływie kwartału jest skłonny zwiększyć jego kwotę do 20 tys. zł. O tyle po pół roku działalności mogą się także starać klienci mBanku i Multibanku, a Getin Noble Bank zapewnia, że po roku „pozytywnej współpracy” z bankiem jest skłonny udzielić debetu do 100 tys. bez żadnych zabezpieczeń. Podobnie jest w pozostałych bankach, które klientom z rocznym lub dwuletnim stażem są skłonne udzielić debetu sięgającego nawet kilkaset tysięcy złotych.
Źródło: Agata Szymborska-Sutton, Tax Care

Tylko 3 dni zostały do czwartej edycji poznańskiego Democampu. To na tej imprezie po raz pierwszy pokazały się takie projekty jak Filmaster, jakdojade, Redlink, czy CupSell. Poznajcie ich następców. Przy okazji przypominamy, że czytelnicy Proseeda mają 25% zniżki przy kupnie stoiska!
Już w najbliższy piątek, 18 maja w Poznaniu odbędzie się DemoCamp. Proseed jest głównym patronem medialnym tego wydarzenia. Nasi czytelnicy mogą liczyć m.in. na 25% rabatu przy kupnie stoiska (ok. 190 zamiast 250 zł lub 337 zamiast 450 zł – w zależności od wielkości). Szczegóły na DemoCamp EAST/WEST 2012: zniżka dla czytelników Proseeda
A oto finałowa dziesiątka startupów, które powalczą o uznanie internautów:
Konkurs startupów rozpocznie się o godz. 14:00. W Jury zasiądą m.in Michał Brański (Grupa o2), Jakub Borkowski (iNKubator), Marek Maczuga (MIT), Krzysztof Kwacz (e-nnovation), Łukasz Parafianowicz (PAIP), Katarzyna Szymańska (Inkubator Obserwatorium Zarządzania).
Bilety dla zwiedzających są bezpłatne – wystarczy się zarejestrować na www.democamp.org

Wystartował system Taxi5 – platforma do zamawiania taksówek. Aplikacje działają na Androidzie, za miesiąc pojawi się wersja na iOS. Ma odmienny model, niż iTaxi – taksówek nie widać na mapie, nie wiemy co podjedzie ani ile zapłacimy za kilometr.
Aplikacja jest do bólu prosta. Zaczynamy od rejestracji (mail, telefon), następnie ustalamy adres pod który taksówka ma przyjechać i zamawiamy. Można wybrać kilka dodatkowych opcji – pies, taxi dla osoby niepełnosprawnej. Problem w tym, że nie wiadomo w jakiej korporacji, nie znamy też stawki. W zakładce „Ja” można jednak zapisać swoje preferencje. W Warszawie wybór pomiędzy dwoma ulubionymi korporacjami zamyka się w „Gold Taxi” i „Halo OK Taxi”.
W momencie zamówienia taksówki odpowiednia informacja trafia do dyspozytora w korporacji, który wysyła kierowcę do klienta. Model biznesowy zakłada pobieranie prowizji za kurs. Według Taxi5 prowizja jest zdecydowanie mniejsza, niż w iTaxi – wynosi więc prawdopodobnie kilkadziesiąt groszy.
System działa już w 13 miastach (Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Gdyni, Sopocie, Bydgoszczy, Kielcach, Lublinie, Olsztynie oraz Zielonej Górze, Łodzi i Poznaniu), obsługuje go ok. 2000 taksówek.
Sporo pisaliśmy o iTaxi – obie aplikacje będą ze sobą konkurować. W naszej opinii – z punktu widzenia usability – wygrywa iTaxi. Obie aplikacje działają w oparciu o geolokalizację – ale w iTaxi widzimy taksówki w okolicy, modele aut, ceny za przejazd. Nie zaczynamy też działania aplikacji od rejestracji w systemie, ta jest wymagana przy pierwszym zamówieniu.
Plusem Taxi5 jest spora liczba taksówek w wielu miastach, jednak opinie użytkowników aplikacji na Google Play nie są zbyt pochlebne.
Na korzyść iTaxi działa też liczba ściągnięć – z Google Play aplikację pobrało między 5 a 10 tysięcy osób, do tego trzeba doliczyć użytkowników z iPhona. Taxi5 zostało na razie ściągnięte tylko kilkadziesiąt razy, wersja na iOS jeszcze nie jest dostępna.
Inwestycja w Taxi5 pochłonęła sumę z przedziału 0,5 – 1 mln zł. Według twórców powinna zwrócić się za kilkanaście miesięcy.

Wrocławska grupa twórców gier Can’t Stop Games podwójnie uhonorowana. W ciągu dwóch tygodni zdobyła prestiżową nagrodę dla najlepszych e-biznesów Europy Środkowo-Wschodniej Aulery 2012 oraz pierwsze miejsce w konkursie Polish Game Award w kategorii „Najlepsza gra przeglądarkowa”.
Aulery to coroczne wyróżnienia dla młodych firm, które konsekwentnie rozwijają się w środowisku innowacyjnych technologii i promują kulturę przedsiębiorczości. Statuetki przyznają organizatorzy non profitowej Auli Polskiej – najstarszej aktywnej inicjatywy barcampowej w Polsce. W tegorocznej, czwartej już edycji wystartowało 60 firm. Obok Can’t Stop Games w gronie zwycięzców znalazły się UXPin.com oraz Brand24.pl.
Tymczasem podczas targów GameDay Expo 2012 firmie przyznano pierwszą nagrodę w konkursie Polish Game Awards za tytuł „Pirates Saga”, który uznany został przez jury najlepszą grą przeglądarkową 2011 roku. To pierwsze oficjalne wyróżnienie, choć wielokrotnie już doceniono polską grę (jedna z pięciu najlepszych gier o tematyce pirackiej na Facebooku wg portalu Games Blog, najlepsza z siedmiu gier o tematyce pirackiej na Facebooku wg portalu GamePro, jedna z dziesięciu gier lepszych od Farmville wg portalu Microcoft msn!).
Jedną z cech charakterystycznych „Pirates Saga” jest szeroki, niezależny ruch fanowski. W jego ramach utworzono stronę internetową wspieraną forum i profilami na łamach portali: Facebook, Twitter, Youtube, Google+, Blip, Flaker, Tumblr i Nasza Klasa, gdzie miłośnicy gry regularnie urządzają konkursy i quizy. Materiały publikowane są w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim.
Can’t Stop Games jest liderem branży gier społecznościowych w Polsce. Aplikacje firmy są publikowane przez największych światowych wydawców. Spółka dociera ze swoimi grami na wszystkie kontynenty, jest częścią globalnego rynku gier online i twórcą pierwszych w świecie, rewolucyjnych rozwiązań projektowych prezentowanych obecnie na polskich i międzynarodowych konferencjach branżowych. Can’t Stop Games to jednocześnie pierwsza europejska firma social-gamingowa, która dokonała ekspansji azjatyckiej, (na Chiny, Koreę i Japonię). Spółka jest członkiem Polskiego Towarzystwa Badania Gier i współzałożycielem multimedialnego klastra Creativro.
Can’t Stop Games zatrudnia obecnie 40 doświadczonych specjalistów, którzy łącznie pracowali przy przeszło 40 tytułach na 14 platform. Sama firma w dorobku ma trzy, z czego najnowszy – „Wesoła Osada” – miał swą premierę na łamach polskiego portalu Nasza Klasa, a wkrótce śladem poprzednich udostępniony zostanie za granicą w kilku wersjach językowych.
Więcej o Can’t Stop Games na www.cantstopgames.com

Na YouTube pojawiła się właśnie produkcja godna Oscara – pełna filmowa relacja z tegorocznych Aulerów. Siedzicie wygodnie w fotelach? Weźcie popcorn, colę i wciśnijcie ‘play’.

Firma Brandbank, dostawca rozwiązań w zakresie tworzenia i zarządzania danymi o produktach, otworzyła swoje pierwsze biura, studia fotograficzne i magazyn w Polsce. Brandbank wszedł na nasz rynek dzięki fuzji z lokalną firmą GlobalProduct. Do Polski wnosi doświadczenie wypracowane przez 14 lat obecności na brytyjskim rynku spożywczych zakupów internetowych.
Usługi Brandbank zapewniają osobom robiącym zakupy spożywcze przez internet natychmiastowy dostęp do pełnych informacji o produkcie, takich jak zdjęcia, marka, skład, wartości odżywcze a nawet alergeny. To znacznie ułatwia kupującym podjęcie decyzji o zakupie.
Brandbank ma już swoich pierwszych klientów w Polsce. Firma współpracuje już z Tesco oraz z wieloma e-sklepami, między innymi z Frisco.pl, A.pl, Alma24.pl oraz z ponad setką mniejszych firm.
Brandbank i GlobalProduct połączyły swój personel i zasoby w Polsce. Brandbank utrzyma zespół pracowników oraz biura zlokalizowane w Szczecinie oraz otworzy nową siedzibę w Warszawie. Brandbank podjął także współpracę z organizacją krajową GS1 Polska, która wdraża do praktyki gospodarczej globalne standardy GS1, obejmujące m.in. kody kreskowe i elektroniczną wymianę danych.
Otwarcie polskiego biura jest kontynuacją ekspansji firmy Brandbank na Europę Wschodnią, rozpoczętej wraz z otwarciem biura w Pradze w 2011 roku. Brandbank współpracował z Tesco przy udanym projekcie otwarcia nowego sklepu internetowego Tesco dla klientów w Czechach, uruchomionego w styczniu 2012 roku.

Projekt Intel® Business Challenge Europe 2012 adresowany jest do młodych przedsiębiorczych. Aktualnie polskie zespoły zajmują pierwsze miejsce w rankingu zarejestrowanych uczestników z całej Europy. Do końca rejestracji zostały tylko 2 tygodnie. 18 maja zapraszamy na dzień otwarty konkursu.
Jest o co walczyć bo na zwycięzców konkursu czeka pula nagród o wartości 50 tys. dolarów, coaching międzynarodowych praktyków biznesu oraz udział w światowym finale Intel Global Challenge w Krzemowej Dolinie, USA.
Oto obszary które cieszą się największą popularnością:
Źródło: www.hitechplant.com
Spośród zgłoszonych projektów jury wyłoni najbardziej nowatorskie pomysły wykorzystania nowych technologii o największym potencjale biznesowym. Projekt adresowany jest do osób w wieku od 18 do 34 lat, studentów, doktorantów lub absolwentów szkół wyższych.
Dzień otwarty IBC Europe – nie lada gratka dla tych, którzy jeszcze się nie zgłosili:
Te osoby, które chcą wziąć udział w konkursie, a potrzebują konsultacji eksperta zapraszamy na Dzień Otwarty do siedziby INVESTIN Funduszu Zaawansowanych Technologii przy Al. Jerozolimskich 51 lok. 5. 18 maja br. w godzinach 9:00-13:00 analitycy funduszu odpowiedzą na wszystkie nurtujące pytania i doradzą jak wypełnić formularz zgłoszeniowy.
Konkurs IBC Europe jest podzielony na trzy etapy:
Zwycięzcy Intel® Business Challenge Europe pojadą na finał Konkursu Intel® Global Challenge, który odbędzie się w listopadzie 2012 na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Laureaci Intel® Global Challenge będą rywalizowali o nagrody pieniężne w wysokości 100 tys. dolarów oraz zyskają możliwość „sprzedania” swoich pomysłów inwestorom z Krzemowej Doliny.
Zapraszamy do lektury specjalnego wydania Magazynu Proseed, gdzie zebrane są sylwetki zeszłorocznych finalistów, wraz z ich wrażeniami z udziału w konkursie i prezentacją kolejnych etapów rozwoju projektów issuu.com/proseed/docs/proseed_intel
Wszystkie szczegóły, regulamin Konkursu i dokumenty aplikacyjne dostępne są na stronie internetowej: www.intelchallenge.eu

Studenci Wojskowej Akademii Technicznej przy wsparciu doświadczonego mentora stworzyli służącą do wykrywania ładunków wybuchowych aplikację na smartfona. Projekt ma szansę zwiększyć efektywność odminowania powojennych terenów.
Choć WAT kojarzy się z wojskiem, to w jej murach tworzone są także cywilne projekty. SAPER – rozwiązanie zbudowane w ramach konkursu Imagine Cup 2012, teraz rozwijane jest z myślą o szerszym wykorzystaniu.
Zaskakujące źródła inspiracji
Pomysłodawca projektu, mjr dr inż. Mariusz Chmielewski, od trzech lat pełni funkcję mentora zespołów biorących udział w Imagine Cup. SAPER był inspirowany ideą projektów CIMIC (Civilian-Military Cooperation), polegających na współpracy wojska z ludnością cywilną. Wpisuje się on w jej ramy – stworzona przez wojsko aplikacja ratuje bowiem życie i zdrowie ludzi na zrujnowanych przez wojnę terenach.
– Nasze rozwiązanie służy do wykrywania nie tyle min, ile improwizowanych ładunków wybuchowych, często budowanych na bazie starych ładunków artyleryjskich. Właśnie nimi naszpikowane są tereny po konfliktach w Kambodży czy Laosie – wyjaśnia Chmielewski. Według raportów NATO na całym świecie zakopano co najmniej 110 mln min. Co miesiąc zabijają 800 osób, a 1200 okaleczają. Przy obecnym tempie likwidacji min pozbędziemy się ich za 100 lat. Przez ostatnią dekadę wydano na ten cel prawie 4 mld dol. SAPER ma potencjał na przyśpieszenie tego procesu oraz zmniejszenie jego kosztów.
Cywil też może być bohaterem
SAPER zrodził się na jednej z projektowych burz mózgów. Zespół skupił się na detekcji metalu. Okazało się, że magnetometr ze smartfona wystarczy, żeby z odległości 30 cm wykryć wywołane przez ładunek wybuchowy zaburzenia pola magnetycznego. SAPERA – poza dużą dokładnością pomiarów – wyróżnia stworzona przez zespół baza wzorów ładunków wybuchowych. Korzystając m.in. z know-how WAT, twórcy zeskanowali pola magnetyczne generowane przez różne pociski artyleryjskie i „narysowali” ich szkice. Wykryty przez aplikację kształt jest porównywany z bazą i SAPER pokazuje procentowy poziom zgodności leżącego pod powierzchnią przedmiotu z obiektem z katalogu ładunków wybuchowych. Pozwala to określić, czy w pobliżu nie ma czegoś niebezpiecznego.
SAPER kierowany jest głównie do ludności cywilnej, ale dodatkowo także do wojska jako doraźne, zapasowe narzędzie. – Dla żołnierzy to aplikacja z serii „W nagłym wypadku zbij szybkę” – podkreśla Chmielewski. Wojskowi zwykle noszą ze sobą smartfony i w ostateczności, gdy nie ma pod ręką profesjonalnego wykrywacza min, SAPER może powiedzieć cokolwiek o danym skrawku terenu.

Cena dobrego wykrywacza metalu waha się między 8 tys. a 25 tys. euro. SAPER kosztuje o wiele mniej, a jest przystosowany do wykonywania podobnych zadań z wystarczającą skutecznością. Żadnego kraju nie stać na wyposażenie całej armii w sprzęt za 25 tys. euro za sztukę, dlatego projekt zespołu z WAT ma szansę przyjąć się jako element podstawowego wyposażenia każdego żołnierza.
Zespół zamierza skonstruować również zewnętrzny magnetometr, montowany na smartfonie. Podniesie on moc wykrywacza i zwiększy dokładność pomiarów. Dzięki wykorzystaniu GPS SAPER informuje o pobliskich strefach zagrożenia, co ułatwia orientację w terenie. Aplikacja jest nawet zintegrowana z mediami społecznościowymi i pozwala się dzielić wiedzą o zagrożeniach z innymi na Facebooku czy Twitterze.
SAPER jest dostępny wyłącznie na telefonach z systemem Windows Phone 7. Nie wiadomo jeszcze, czy pojawi się również na innych platformach.
WAT wspiera innowacje
Realizowanie projektów pod egidą uczelni miało plusy: WAT ma pociski, miny czy granaty, z których stworzono bazę. Są też przeszkody: na części elektroniczne trzeba ogłaszać przetargi, wypełniać stosy dokumentów. – Ciągle musimy naciskać administrację, żeby załatwiała kluczowe dla naszego projektu sprawy jak najszybciej. Oznacza to dla nas sporo biegania – mówi Chmielewski.
Pot i łzy
Stworzenie działającego prototypu SAPERA zajęło pół roku. Praca po nocach, spotkania projektowe o dziwnych porach, brak wolnych weekendów, tak właśnie przez wiele miesięcy wyglądało życie studentów WAT biorących udział w Imagine Cup. – Gdybym policzył liczbę godzin przepracowanych przy SAPERZE i pomnożył je przez rynkowe stawki, wyszłaby spora kwota. Nasze projekty mają już w tym momencie sporą wartość komercyjną – mówi Chmielewski.
Połączenie świata dydaktycznego z wytężoną pracą przy projekcie było trudne. Również dlatego że ludzie nie wiedzą, na co dokładnie pracują. Wygrana i sukces smakują świetnie, ale w przypadku porażki ogromny wysiłek poszedłby na marne. – Mówi się, że najpiękniejsze rzeczy powstają w bólu, i u nas też tak było. Członkowie zespołów nawet święta spędzili przed komputerami – podsumowuje Chmielewski. Obecnie SAPER jest dopracowywany przed światowymi finałami Imagine Cup w Sydney.
Zespół „Proseed” trzyma kciuki!

Regionalne Centrum Innowacji i Transferu Technologii w Szczecinie zaprasza na bezpłatne szkolenie pn.”Pozyskiwanie i rozliczanie środków wspomagających jednostki uczestniczące w projektach UE”. Adresowane jest do osób zainteresowanych realizacją projektów międzynarodowych lub planujących złożenie wniosku o przyznanie dofinansowania.
Udział w spotkaniu to okazja do zdobycia wiedzy z zakresu zasad przygotowania wniosku do MNiSW o dofinansowanie (podstawy prawne, formularze, oceny, terminy itp.), umów i raportu rocznego lub końcowego z realizacji projektu oraz wykorzystania przyznanych środków finansowych.
Szkolenie poprowadzi Krystyna Bandau-Palka z Wydziału Programów Międzynarodowych, Departamentu Instrumentów Polityki Naukowej, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Data: 22 maja br., w godz. 09:30-15:00
Miejsce: siedziba RCIiTT, ul. Janosika 8 w Szczecinie (Sala Senatu, III piętro)
Udział w szkoleniu jest bezpłatny. Liczba miejsc ograniczona. Zgłoszenia należy wysyłać do dnia 20 maja 2012 r.
Więcej informacji i formularz zgłoszeniowy na stronie www.innowacje.zut.edu.pl

Po pluginie do Magento, PayLane wprowadziło kolejną wtyczkę do przyjmowania płatności online w e-sklepach – tym razem do osCommerce. Dodatek PayLane umożliwia obsługę transakcji w 160 walutach i akceptowanie płatności kartami kredytowymi i debetowymi, PayPal, Giropay, iDEAL i wiele innych metod.
Platforma osCommerce jest popularna wśród polskich e-sklepów. Plugin PayLane jest dostępny na stronie osCommerce (http://addons.oscommerce.com/info/8394). Należy go pobrać, rozpakować, a katalog „Include” skopiować i wkleić do katalogu źródłowego osCommerce. Następnie Moduł Płatności PayLane (the PayLane Payment Module) będzie dostępny pod ścieżką: Administration Tool -> Modules -> Payment Modules. Plugin jest bezpłatny.

Rozmowa z Cezarym Dubnickim, twórcą systemu do backupów – HYDRAstor, prezesem firmy 9livesdata, od lat współpracującej z japońskim koncernem NEC. Wywiad ukazał się w 21 numerze magazynu Proseed.
- Jesteście firmą prawie japońską. Jak wygląda podejście do czasu pracy w kraju Kwitnącej Wiśni? 8 godzin i do domu, nadgodziny, praca w domu?
- Japończycy – z tego co wiem – w domu raczej nie pracują. Ale w firmach pracują ciężko, wiele godzin. Kiedyś wyszło nawet zarządzenie, że jeden dzień w tygodniu muszą wyjść o godzinie 17 czy 18– o tej, o której planowo powinni wychodzić. Oczywiście nie dotyczy to managerów. Oni i tak muszą zostać. Managerowie pracują tam na okrągło, nawet w soboty. Ponieważ dużo czasu spędzają w pracy, Japończycy rzadko widują się ze swoją rodziną. Wiodą bardzo stresujące życie.
- Pan wywodzi się ze środowiska naukowego?
- Tak. Skończyłem w Polsce studia magisterskie i wyjechałem do Stanów na doktoranckie. Po nich zostałem na uczelni, pracowałem na uniwersytecie Princeton w USA. W pewnym momencie zacząłem pracować dla NEC-a. Najpierw robiłem konsulting, w końcu zdecydowałem się przejść do nich na stałe. Dostałem pozycję szefa wydziału technologii masowych. Pracowałem tak naprawdę jako naukowiec. Teraz to jest pomieszane – trochę jestem biznesmenem, trochę naukowcem.
- Jak praca dla NEC-a rozwinęła się we własną firmę?
- Pracowałem dla NEC-a w Stanach od 2002 do 2008 roku, w ośrodku badawczym, którego zadaniem było opracowywanie nowych technologii, prototypów, proponowanie ewentualnych wdrożeń do produkcji. Tam stworzyłem grupę, która zajmowała się prototypowaniem systemów pamięci masowej do backupów, czyli do przechowywania kopii zapasowych. W końcu wymyśliliśmy system, który był skalowalny, można go budować poprzez zakładanie kolejnych stacji między plikami. To wszystko miało być jedną wielką całością – największe firmy mogłyby wtedy wszystkie swoje dane przechowywać na takich subkontach. Nad prototypem pracowaliśmy kilka lat. Okazało się to bardzo skomplikowane, ale w końcu powstał. W międzyczasie współpracowałem z informatykami z Polski. Zatrudniałem ich do współpracy przy budowaniu tego prototypu. To była współpraca zdalna, przez pocztę elektroniczną. Oni robili jakieś części prototypu, czasami przyjeżdżali do Stanów na kilkumiesięczny staż. Prototyp powstał, a z nim spory problem – co z nim zrobić? Standardowa droga jest taka, że projekt idzie do Japonii i jest rozwijany przez tamtejszych pracowników. Okazało się, że prototyp na taką procedurę jest zbyt skomplikowany. Rozwijanie go w Japonii rodziłoby zbyt dużo problemów. Poproszono mnie, bym się tym zajął. Zastanawiałem się długo i w końcu powiedziałem: „Dobrze, ale potrzebuję więcej ludzi”. I to tych, którzy pracowali nad prototypem. Chciałem, by stanowili podstawę zespołu. Naturalne było, że musimy się przenieść do Polski, założyć firmę i zatrudnić więcej osób. Dla Japończyków nie była to łatwa decyzja – przecież ktoś wynosi kluczową wiedzę poza firmę, do własnego biznesu! Ale w trakcie negocjacji ustaliliśmy zasady współpracy i już od kilku lat to działa.
Nasz zespół się rozbudował. Zaczynaliśmy od 5–10 ludzi, teraz zespół liczy ok. 50 osób. NEC jest zadowolony – po dwóch latach produkt pojawił się na rynku. W tej chwili jest sprzedawany w Stanach, w Japonii i w Europie. Wymyślamy nowe, ciekawe technologie, robimy prototypy, ale też rozwijamy produkt. Rozbudowujemy go o konkretne cechy, których życzą sobie klienci. Implementujemy je w uzgodnieniu z NEC-iem. Cały czas jest mnóstwo roboty, produkt zdobywa nowe rynki. My jesteśmy z tej współpracy bardzo zadowoleni. Nasi ludzie robią prace magisterskie o tym systemie, mamy też pierwszy doktorat. Współpracujemy z Wydziałem Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Powstała korzystna relacja. My dostajemy dobrze wyszkolonych absolwentów, a oni z kolei mają szansę robić coś na złożonym produkcie, sprzedawanym na całym świecie. Jest to dość nietypowa sytuacja. W Polsce dosyć rzadko to występuje.
- Jak udało się Panu przekonać koncern, by oddał technologię w Pana ręce, rozwijał ją poza oficjalnymi strukturami?
- W Japonii bardzo ważne jest zaufanie. Dla nas to był proces, mieliśmy czas, by się poznać. Było łatwiej, dzięki temu, że na początku pracowałem tam jako naukowiec. Gdybym przyszedł
całkiem z zewnątrz, byłoby bardzo trudno. Natomiast my to wymyśliliśmy, byliśmy autorami pomysłu, zrobiliśmy projekt najlepiej, potrafimy go rozwijać. Przez kilka lat pracy badawczej
w Stanach zapracowaliśmy na zaufanie. Jak się je zdobędzie, współpraca jest łatwiejsza.
- Na co trzeba się przygotować, chcąc współpracować z Japończykami?
- Japończycy są bardzo zhierarchizowani. Szef ma bardzo mocną pozycję. Co powie, to trzeba robić. W Stanach szef jest bliżej, jest więcej dyskusji. W Japonii dyskusji nie ma. Jest za to stały awans. Ludzie w firmie co kilka lat przechodzą na wyższe pozycje. A tych pozycji jest bardzo dużo, więc i ścieżka kariery jest długa. Zdarza się nawet, że człowiek po awansie zarabia mniej niż przed nim, a ma więcej obowiązków. Mimo to chcą awansować, bo to zapewnia uznanie i jest jedyną możliwą ścieżką rozwoju.
To tylko część wywiadu z Cezarym Dubnickim. Cały znajdziecie w 21 numerze Proseeda. Jeśli jeszcze go nie prenumerujesz, zapraszamy na stronę proseedmag.pl/subskrypcja. Magazyn trafi do Ciebie w kilka sekund – jak zwykle za darmo.

Warszawska firma tworząca oprogramowanie. Została założona w 2008 roku przez Cezarego Dubnickiego. Jej misją jest przeprowadzanie zaawansowanych badań i projektowanie rozwiązań dla klientów z całego świata. Zespół 9livesdata składa się z 50 wysoko wykwalifikowanych konsultantów, odpowiedzialnych za ponad milion linijek kodu, które w większości składają się na czołowy produkt firmy – system HYDRAstor.

NK.pl wprowadza nową formę reklamy na swoich stronach. Jest skierowana do drobnych przedsiębiorców, uruchomienie kampanii nie wymaga kontaktu z konsultantami. EasyAd działa w modelu pay per click.
EasyAd umożliwia targetowanie geograficzne i demograficzne reklam. Minimalny koszt kliknięcia (CPC) wynosi 10 groszy, wyświetlanie reklam jest bezpłatne. Częstotliwość emisji jest uzależniona od stawki, jaką zdecyduje się zapłacić reklamodawca.
Partnerem technologicznym rozwiązania jest NetSprint – EasyAd bazuje na jego technologii nsContext.

Czyli nie opłaca się kłamać w CV. Na początku roku Scott Thompson został szefem Yahoo a już ustępuje z powodu kłamstewek w swoim CV. To zaś jest oficjalnym dokumentem giełdowym.
Thompson wpisał sobie w CV ukończenie informatyki na Stonehill College (Massachusetts). W tym czasie na uczelni można było zrobić jedynie kurs informatyczny. Można zapytać – ale w czym rzecz? Wszystko działo się dawno a Thompson daje sobie radę. Problem w tym, że CV szefa trafiło do dokumentów dla regulatorów, w tym przed komisję papierów wartościowych i giełd (SEC). Sprawa może zakończyć się śledztwem.
Nowym szefem Yahoo ma zostać Ross Levinsohn, kierujący działem mediów globalnych, wcześniej zarządzał amerykańską częścią spółki i sprzedażą reklam.

Opłacało się poczekać z podsumowaniem do niedzielnej kolacji. Właśnie ruszył e-sklep Tesco. Oficjalnie ogłaszamy go niewypałem tygodnia. Poza tym gratulujemy Cookletowi i piętnujemy ZUS. A na koniec filozoficzna zagwozdka.
Niewypał tygodnia: Tesco Ezakupy. Szkoda – fajne animowane postaci w reklamach plus Robert Makłowicz, wiele sklepów otwartych 24h na dobę, co do jakości – na pewno nie gorszy, niż inne supermarkety. A tu taka niespodzianka. Zakupy zaczynamy od podania wszelkich danych włącznie z numerem buta a nie prezentacji oferty. Nie zapłacimy gotówką. Nie wiemy co nam przywiozą i ile zapłacimy. Zasady robienia zakupów zakręcone jak świński ogonek. Drogie Tesco! Nie tędy droga! Zróbcie coś z tym, bo aż szkoda marnować taki potencjał – tysiące towarów, niskie ceny i markę.
Szczęście tygodnia: brak kar w ZUS-ie. No, nie wszystkich – tylko tych, które podważył Trybunał Konstytucyjny. Tak – ZUS działał na podstawie przepisów niezgodnych z Konstytucją. Oczywiście nie on te przepisy ustalał, ale funkcjonowanie w prawnym absurdzie ZUS-owi wcale nie przeszkadzało. Nic dziwnego, skoro mógł wymierzyć niesolidnemu pracodawcy dodatkową karę za niepłacenie składek. Szczegóły opisaliśmy w artykule Prawo: ZUS już nie ukarze przedsiębiorcy. Hm, trochę tabloidowy tytuł, ale chcieliśmy podzielić się fajnym newsem.
Sukces tygodnia: Cooklet najlepszą appką w technologii Adobe AIR w konkursie AppCircus. Powiedzmy szczerze – zdobyć nagrodę za aplikację na tablety, w Stanach, w konkursie bardzo popularnym wśród deweloperów (80 zgłoszonych aplikacji!) to jest sukces. I tym bardziej gratulujemy Grzegorzowi Trubiłowiczowi.
A na koniec spostrzeżenie filozoficzne, inspirowane czyimś Twittem. Jeśli jeden bankier z JP Morgan Chase swoimi nieudolnymi i ryzykownymi operacjami doprowadza do straty 2 miliardów dolarów to budzi to lekki niepokój inwestorów. A kiedy Facebook wydaje 1 mld $ na kupno Instagrama inwestorzy wpadają w katatoniczny szok wywołany tak dramatycznym marnowaniem pieniędzy.
Kiedy klub piłkarski wydaje kilkadziesiąt mln euro na nowego piłkarza, który da mu mistrzostwo i przyniesie miliony, środowiska lewicowe i nielewicowe, mówią, że to niemoralne. Może i niemoralne. Ale milczą, gdy ktoś kupuje „Krzyk” Muncha za 120 mln dolarów. Do przemyślenia w niedzielny wieczór
Konrad Bagiński

Ale jakiś dziwny. Za zakupy nie można płacić gotówką a podawane w sklepie ceny są… orientacyjne. Zakupy są dostarczane na razie na terenie Warszawy.
Zapłacić można przez internet lub przy odbiorze – ale tylko kartą. Dostawcy nie przyjmują gotówki. Ceny za zakupy on-line są takie same, jak ceny w sklepie w dniu dostawy, więc zlecając zakupy wieczorem nie wiemy ile dokładnie zapłacimy następnego dnia. Jeśli któryś z produktów jest aktualnie niedostępny, dostawca przywiezie inny, podobny. Klient nie jest jednak zobligowany do jego zakupu. Towaru o niezadowalającej jakości również można nie przyjmować.
Tesco chyba zbyt dosłownie wzięło do siebie ideę Minimum Viable Product. Sklep jest niedopracowany, regulamin skomplikowany a wszystkie zasady dość niejasne.
WWW: Tesco ezakupy

Rozmowa z Rafałem Batorem, członkiem rady dyrektorów Enterprise Investors Corporation specjalizującym się w projektach z sektora technologicznego i kierującym zespołem venture capital.
Enterprise Inventors zarządza grupą funduszy private equity i venture capital z kapitałem w łącznej wysokości 1,7 miliarda euro. Cele inwestycyjne to firmy wymagające dokapitalizowania na poziomie od 5 do 20 mln zł.
- Ile trwa proces inwestycyjny w Enterprise Investors i z jakich etapów się składa?
- W praktyce od trzech do sześciu miesięcy. Zaczyna się niezobowiązującym spotkaniem, na którym dyskutujemy, dlaczego właśnie dany projekt jest ciekawy. To spotkanie, które naprawdę nie wymaga ogromnych biznesplanów, rozbudowanych arkuszy kalkulacyjnych. Chodzi o wyjaśnienie – „Dlaczego moja firma jest lepsza od innych?”. Druga rzecz to sprecyzowanie – „Na co potrzebuję pieniądze?”. W niektórych biznesach bywa tak, że inwestycja zewnętrzna wcale nie jest potrzebna. To jest spotkanie, na którym rozważamy podstawowe kwestie, i po nim czujemy, czy warto kontynuować projekt, czy nie. Potem jest kwestia szczegółowego poznania biznesu. My, zanim przystąpimy do wyceny, chcemy zrozumieć dobrze biznes i rozwój firmy. I te dyskusje trwają miesiąc, półtora. W momencie, kiedy dobrze rozumiemy biznes i czujemy potencjał tej firmy, przystępujemy do szczegółowych rzeczy związanych z wyceną.
Due dilligence dzielimy na dwa obszary. Due dilligence biznesowy robimy właśnie do tego momentu, potem rozpoczyna się due dilligence formalny, prawny i stricte finansowy. W momencie, kiedy zrozumiemy biznes, staramy się dążyć do podpisania term sheet z przedsiębiorcą. Dokument określa, jaka jest kwota inwestycji, jak wyceniamy firmę, jaki pakiet będziemy mieli. Po nim rozpoczyna się ten due dilligence prawny, finansowy oraz uszczegółowienie zagadnień finansowych. Jednocześnie rozmawiamy o podstawowych kwestiach związanych ze współpracą: rada nadzorcza, jej kompetencje,zasady wyjścia z inwestycji. Ten proces może różnie trwać. Zależy od tego, jak podmiot czy przedsiębiorca jest przygotowany do dyskusji prawnej. Ja takich umów widziałem naście, przedsiębiorca z reguły widzi pierwszą. Jak szybko podejmuje decyzję, to trwa to kolejne półtora miesiąca. W trzy miesiące jesteśmy w stanie wszystko zrobić. Ale do tego trzeba dołożyć tzw. życie codzienne – tu jest Wielkanoc, tu jest pierwszy maja, tu ktoś wyjechał na urlop, a tu jest ważny kontrakt do podpisania, który zmieni wycenę. Cały proces może się wydłużyć do sześciu miesięcy. Dłużej nie. Bo jak strony się nie potrafią porozumieć w racjonalnym czasie, to lepiej jest powiedzieć: „Przemyśl to i wróć kiedy indziej”.
- Jakie znaczenie ma to pierwsze spotkanie? Wielu przedsiębiorców ma problemy z klarownym wyjaśnieniem swojego biznesu, dochodzą do tego nerwy, stres. Jak to może rzutować na rozmowę i decyzję?
- Każdy, jak ma ograniczony czas i chce powiedzieć szybko wszystko, co dobre, może się pogubić. To nie jest tak, że po pierwszym spotkaniu ktoś jest kompletnie spalony. My też mamy doświadczenie w takich rozmowach. Trzeba pamiętać, że odbywamy ich dużo, potrafimy dostrzec potencjał. Ludzie bywają spięci, ale to nie jest pięciominutowa rozmowa. Rozmawiamy na ogół dwie godziny i umiemy się dowiedzieć najważniejszych rzeczy. Jeśli przedsiębiorca zna się na swoim biznesie, to my w pewnym momencie musimy poczuć: ten człowiek niewiele wie o sprzedaży, ale ma świetny produkt, dobrze go zna, a rozwiązanie konkurencji jest gorsze.
W naszym portfelu są przykłady takich rzeczy, których z zewnątrz można kompletnie nie dostrzec. Zawsze podaję przykład Dystrybucji Polskiej. Na pierwszy rzut oka, co może być ciekawego w dystrybucji druków bezadresowych, gazetek supermarketów? Wie Pan, ile firma takich gazetek miesięcznie dystrybuuje?
- Około… miliona?
- No, to trzeba pomnożyć przez sto. I proszę pomyśleć, jakie to jest zagadnienie logistyczne. W odpowiedzi na ofertę konkurencji np. sieć RTV–AGD chce mieć w całej Polsce gazetki ze swoją ofertą. Od ósmej do dwunastej w pięćdziesięciu miastach w Polsce trzeba rozwieźć palety, rozłożyć je, dać fizycznie osobom do rozwiezienia – spory problem logistyczny. Czy to jest high-tech? W pewnym obszarze to jest jakaś doskonałość biznesowa. Więc jeżeli ktoś rzeczywiście ma do zaoferowania coś dobrego, to przypuszczam, że tego nie przegapimy.
To część wywiadu z Rafałem Batorem – pełen znajdziecie już niedługo w kolejnym numerze Magazynu Proseed. Stay tuned!

Software development to temat przewodni czwartej edycji krakowskiego Techcampu – odbędzie się 31 maja.
Przedstawiciel Microsoftu,opowie o programowaniu Windows 8. Ekspert Centrum Edukacyjnego Compendium zajmie się tematem PHP i Zend Framework, a specjalista w barwach Empathy Internet Software House prześwietli m.in. środowisko uruchamiania aplikacji phpfog.com. Na Techcampie pojawi się także Piotr Kaczor, twórca sukcesu serwisu Digart.pl, który przedstawi zgromadzonym krótki podręcznik dotyczący tworzenia i rozwijania społeczności internetowych. Jak zwykle wszystkie wykłady zakończy panel dyskusyjny.
Rejestracja: www.techcamp4.evenea.pl

Fundusz TechnoBoard przygotowuje spółki, w które zainwestował, do debiutu na NewConnect w procedurze Private Placement. Na pierwszy ogień pójdą ERP Mobile z projektem mKsiegowa.pl oraz Inpingo. W dalszej kolejności (rozpoczęto przygotowania) spółki RedBelt i e-Stolik.pl.
Pierwszy z debiutów planowany jest na trzeci kwartał 2012 roku. TechnoBoard rozpoczął już wstępne rozmowy z inwestorami polskimi i zagranicznymi.
Fundusz poszukuje inwestorów chętnych na wykup od 20 do 40% akcji w kwotach od 100 000 Euro. – Przygotowaliśmy wstępne wyceny spółek i oferty akcji. Nasza oferta wyróżnia się na rynku tym, że proponujemy umiarkowane ceny za udział w dobrze zdefiniowanych, funkcjonujących na rynku, bardzo perspektywicznych e-biznesach. Nasze biznesy prezentujemy w sposób bardzo przejrzysty i otwarty. Chcemy pokazać w ten sposób inwestorom, że podchodzimy partnersko do rozwoju ich zysków na bazie naszych przedsiębiorstw – mówi Mariusz Sperczyński, prezes zarządu TechnoBoard.
Spółki przygotowywane do wprowadzenia na NewConnect aktualnie są w trakcie przekształcania
w spółki akcyjne oraz tworzenia dokumentów informacyjnych.
Informacje o spółkach:

Wśród wymogów postawionych przez PayLane znajdują się m.in.: potwierdzenie autentyczności dokumentów w niezależnych rejestrach, analiza sytuacji finansowej firmy, regulamin sklepu, sprawdzenie bezpieczeństwa strony i płatności oraz unikanie ryzykownych transakcji.
Certyfikat ma dawać klientom sklepów, które go uzyskają, dodatkową gwarancję solidności sprzedawców. Ci, którym zależy na oznaczeniu „Zaufany Sprzedawca PayLane” mogą skontaktować się z PayLane pod adresem info@paylane.com.

Inkubator przedsiębiorczości Aerfinance Ventures organizuje konkurs na najlepszy biznesplan poświęcony branży lotniczej. Nagrodą jest możliwość uzyskania wsparcia w kwocie do 750 tys. zł dla najlepszego pomysłu.
- Konkurs skierowany jest do osób i firm związanych z lotnictwem. W ostatnich latach możemy zaobserwować szybki rozwój branży lotniczej w Polsce. Pomimo tego nadal znacznie odstajemy od zachodnioeuropejskich standardów. Myślę, że jednym z powodów takiego stanu rzeczy może być pewna hermetyczność środowiska lotniczego w Polsce. Poprzez organizację konkursu chcielibyśmy nieco je rozruszać, wpuścić więcej świeżej krwi, ludzi z niebanalnymi pomysłami. Leży tu spory potencjał – wyjaśnia Bartłomiej Stachura, prezes Aerfinance Ventures.
Aerfinance Ventures jest instytucją otoczenia biznesu, która zarządza projektem dofinansowanym w kwocie blisko 10 mln zł z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, Działanie 3.1. Celem projektu jest rozwijanie innowacyjnych inicjatyw mających na celu pobudzenie działalności gospodarczej, poprawianie warunków prowadzenia biznesu oraz usuwanie barier hamujących rozwój gospodarki rynkowej opartej na innowacjach.
Konkurs rozpoczyna się 10 maja i potrwa do 30 czerwca 2012 r. W tym okresie za pośrednictwem strony internetowej Aerfinance Ventures pod adresem www.aer-vc.com można przesyłać zgłoszenia. Tematyka biznesplanu musi być bezpośrednio lub pośrednio związana z branżą lotniczą (opracowanie innowacyjnej techniki obsługi liniowej/bazowej/serwisowej, opracowanie narzędzi IT poprawiających wydajność pracy w branży lotniczej itp.).

Startup Sprint to trzydniowe, cykliczne imprezy tematyczne, podczas których uczestnicy otrzymują zadanie stworzyć projekt mający największe szanse na rynku. Tym razem tematyka będzie dotyczyć zdrowia. Kilkuosobowe drużyny przez weekend będą starać się stworzyć serwisy, aplikacje lub narzędzia, które w jakikolwiek sposób związane są z medycyną czy branżą farmaceutyczną.
Uczestnikom imprezy w Poznaniu będą pomagać mentorzy branżowi, wśród nich przedstawiciele funduszy inwestycyjnych, agencji promocyjnych i marketingowych i osoby, które pracowały w firmach medycznych lub farmaceutycznych. Wśród nich będą m.in. Tomasz Barałkiewicz, niezależny ekspert rynku farmaceutycznego, dr Tomasz M. Miśkiewicz, który z rynkiem ochrony zdrowia związany jest od blisko 10 lat, a także Piotr Kulesza, inwestor z branży medycznej.
Startup Sprint Zdrowie startuje dziś, 11 maja o godz. 18 w Kupcu Poznańskim (Plac Wiosny Ludów 2, Poznań). Wyniki poznamy w niedzielę wieczorem.
Proseed jest patronem medialnym poznańskiej imprezy.

Grzegorz Marczak, piszący na Antyweb.pl o tematach z zakresu nowych technologii, zakłada się z YetiPay – providerem szybkich płatności i Virtualo – największym dystrybutorem ebooków w Polsce, że nie sprzeda tysiąca ebooków z poziomu widgetu umieszczonego na swojej stronie. Akcja ma na celu promowanie czytelnictwa e-booków na czytniki i tablety.
Zakład startuje 11 maja i potrwa 14 dni do 24 maja 2012. 10 maja rozpoczęły się Warszawskie Targi Książki – największe święto wielbicieli literatury, podczas których zaprezentowany zostanie program afiliacyjny z widżetem transakcyjnym Hot Deal 24 dla posiadaczy stron internetowych i blogów z opcją płatności przez YetiPay. Będzie on dostępny po zakończeniu akcji z Antyweb.pl
O zakładzie Grzegorz Marczak mówi tak: - W Polsce ebooki to nadal zagadnienie, które potrzebuje promocji, edukacji i, przede wszystkim, lepszych cen. Jest to natomiast z pewnością nieunikniona zmiana, która nie tylko wpływa na obyczaje, ale również na to, jak książki są czytane, jak są sprzedawane i dostarczane czytelnikom. Te trzy elementy z pewnością niedługo doceni każdy fan dobrej literatury. Mam nadzieję, że dzięki naszemu zakładowi trochę więcej ludzi zainteresuje się ebookami, a dzięki świetnym cenom wiele osób skusi się na dobrą książkę i przekona do ebooków. Oczywiście sprzedaż 1000 pozycji będzie bardzo trudna, dlatego Yeti Pay już powinno zakładać ciepły kożuszek, białe kozaki i wyruszyć do sklepu po mojego iPada – dodaje.
Jeżeli Grzegorz wygra zakład – otrzyma najnowszego iPada3. Jeśli przegra – dwóch Czytelników bloga Antyweb, którzy zakupią ebooki podczas akcji i podzielą się pomysłowym wpisem na Facebooku, dostanie iPady2.

Igoria Trade, właściciel platformy Trejdoo.com (wymiana walut oraz zabezpieczanie transakcji finansowych przy użyciu escrow) zawarła z Commerzbank w Londynie umowę o współpracy i prowadzenie rachunku bankowego. Transakcje prowadzone za pośrednictwem Trejdoo.com z Wielkiej Brytanii są teraz porównywalne z kosztami ponoszonymi przez użytkowników w Polsce.
Koszt zasilenia w funty portfela na Trejdoo.com poprzez wykonanie lokalnego przelewu na Wyspach to 2 funty. Dokonując wymiany np. funtów na złotówki użytkownik platformy unika spreadu, a wypłata złotówek dokonywana jest z rachunku na Trejdoo.com (który ma umowę z londyńskim bankiem) na wybrany rachunek banku w Polsce bez żadnych dodatkowych opłat. Całkowity koszt przesłania i wymiany pieniędzy do kraju wynosi zatem 2 funty, a cała transakcja wykonywana jest w trybie ekspresowym.
Do tej pory Polacy mieszkający na Wyspach radzili sobie w różny sposób – przewozili gotówkę do kraju albo korzystali z oferty wielu brytyjskich sklepów, które „przy okazji“ dokonują wysyłki pieniędzy poza granice kraju.
Spółka coraz mocniej akcentuje plany ekspansji na zagraniczne rynki. Szczególnie escrow – drugie z narzędzi dostępnych na Trejdoo.com – odpowiada na potrzeby przedsiębiorców. O tej usłudze już pisaliśmy w artykule Trejdoo.com: start nowej platformy finansowej. Z obu oferowanych przez Trejdoo.com narzędzi korzystać można za pomocą jednego konta.
Więcej na Trejdoo.com

Mam serdecznie dość! Jak długo można się zachwycać skrajnym brakiem skuteczności w biznesie? Jak długo można wynosić na piedestały „młodych, wykształconych z dużych ośrodków”, może i odważnych a może po prostu na tyle głupich ludzi aby pakować się w biznes, o którym nie mają zielonego pojęcia?! – pisze Paweł Lipiec na swoim blogu.
A to tylko początek – polecamy lekturę całego wpisu na lipiec.waw.pl
Jak myślicie – ma rację?
Aktualizacja:
Polecamy też ciekawy wpis Michała Samojlika, który krytycznie podchodzi do akcji PR: 120 tys. zł, które zarobiłem, i których nigdy nie widziałem a Konrad Latkowski polemizuje z oboma: Sądzę że Paweł się myli, a Michał też

Gekosale to polska platforma sklepowa typu Open Source. Firma stworzyła z Divante nową spółkę, która jest właścicielem oprogramowania. Divante objęło w nowym podmiocie 51% udziałów. W 2012 ilość pobrań modułów dodatkowych Gekosale przekroczyła 2500 przy jednoczesnej ilości 300 pobrań samej aplikacji miesięcznie.
Gekosale powstało 3 lata temu jako polska odpowiedź na inne rozwiązania Open Source obecne na rynkach zagranicznych.
- Współpraca z Divante otwiera przed nami zupełnie nowe możliwości jeżeli chodzi o dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych, strategii i dobrych praktyk e-commerce. Wierzymy że doświadczenia zdobyte przez Divante przy wdrożeniach dla największych polskich marek w oparciu o inne systemy open-source pozwolą nam zaoferować zupełnie nową jakość oprogramowania w Polsce i na rynkach zagranicznych – mówi Adam Piotrowski, współtwórca Gekosale i Prezes Zarządu nowej spółki.
O Gekosale mówi:
Gekosale powstało blisko 3 lata temu jako polska odpowiedź na inne rozwiązania Open Source obecne na rynkach zagranicznych. Od samego początku naszą filozofią było dostarczenie platformy jak najbardziej dostosowanej do polskich warunków. Uważamy że udaje nam się spełniać oczekiwania naszych użytkowników o czym świadczą statystyki:
- ponad 2500 pobrań bezpłatnych modułów w roku 2012
- blisko 1100 użytkowników oficjalnego forum którzy napisali 6800 postów
- ponad 300 sklepów (w różnym stadium wdrożenia)
- ponad 300 pobrań wersji instalacyjnej miesięcznie w 2012 roku.
Wynikiem współpracy z Divante będzie powstanie w okresie 4-6 miesięcy wersji Gekosale 2.0 oraz o wiele szybszy niż dotychczas rozwój usług dodatkowych dla oprogramowania. Model biznesowy i licencja oprogramowania nie ulegnie zmianie.
- W Divante wierzymy w Wolne Oprogramowanie, zwłaszcza w branży e-commerce – gdzie elastyczność i bezpieczeństwo biznesowe są bardzo istotne. Od dłuższego czasu obserwowaliśmy dynamiczny rozwój platformy Gekosale. W obecnej wersji oprogramowanie, pod względem funkcjonalnym, konkuruje z najlepszymi platformami Open Source. Oczywiście – bijąc je na głowę jeśli chodzi o dostosowanie do polskich realiów, integracje i wsparcie użytkowników – mówi Piotr Karwatka, Szef Technologii i Vice-Prezes Zarządu Divante. - Mogę zdradzić, że wspólnie z autorami platformy pracujemy nad bogatą w zmiany wersją 2.0. W ramach współpracy chcemy podzielić się doświadczeniami Divante z obsługi dużych marek eCommerce i rozwinąć funkcjonalności klasy enterprise. Nie zapominamy o małych i średnich odbiorcach, dla których w niedługim czasie zaoferujemy bardzo efektywne rozwiązania. Oprogramowanie oczywiście nie zmieni swojej licencji – dodaje Karwatka
Obecnie z oprogramowania Gekosale korzysta około 300 sklepów. Oprogramowanie Gekosale w wersji 1.4 można pobrać bezpłatnie ze strony www.gekosale.pl.