Odpowiedzialność host-providerów

Serwisy umożliwiające dostęp do treści umieszczonych przez użytkowników (tzw. host-providers), określane są często jako podmioty działające nieetycznie poprzez wykorzystanie luk w prawie. Tymczasem zasadę braku odpowiedzialności tzw. pośredników w dostępie do usług społeczeństwa informacyjnego za treści umieszczone przez użytkowników, określa się jako jeden z fundamentów prawa internetu. Dyrektywa o handlu elektronicznym nie pozostawia złudzeń, że zasadę tę przyjęto, mając świadomość istnienia rozdźwięku pomiędzy interesami uprawnionych do materiałów, które mogą być umieszczane w internecie bez ich zgody, a priorytetem sprawnego funkcjonowania rynku wewnętrznego i rozwoju społeczeństwa informacyjnego.

Kością niezgody w relacjach pomiędzy uprawnionymi do treści, które użytkownicy lubią samowolnie umieszczać online, a serwisami, które umieszczanie treści umożliwiają, jest koncepcja tzw. actual knowledge (rzeczywistej wiedzy). Polskie prawo w ślad za dyrektywą stanowi, że host-provider nie ponosi odpowiedzialności za treści użytkowników, jeśli nie wie o ich bezprawnym charakterze, a w razie otrzymania zawiadomienia o tych treściach, niezwłocznie uniemożliwi do nich dostęp. Wielu uprawnionych twierdzi zatem, że jeśli jest wiadome, że na danym serwisie mogą znajdować się treści bezprawne, to host-provider posiada tym samym wiedzę, która czyni go odpowiedzialnym za takie treści.

W USA kwestia ta została przesądzona (na razie) w sprawie Viacom vs. Google. Sąd wskazał, iż sama wiedza, że w serwisie pojawiają się treści bezprawne, nie jest wystarczająca. Ponadto, konieczna jest wiedza o konkretnej, identyfikowalnej treści bezprawnej, by można było mówić o odpowiedzialności YouTube. W Europie niestety sytuacja jest niejednoznaczna: zdaniem sądu w Hamburgu wystarczyła świadomość YouTube, że mogą się w serwisie pojawić treści bezprawne, ale już sąd hiszpański (też w sprawie przeciwko YouTube) wskazał, że same podejrzenia nie są wystarczające. Należy zawsze powiadomić usługodawcę o konkretnej, bezprawnej treści.

W Polsce też bywa różnie. Do porządku dziennego należą wezwania do „usunięcia wszelkich naruszających nasze prawa treści w Waszym serwisie”. Wszyscy czekają na jakiś wyrok polskiego sądu, choć z doświadczenia wynika, że może on jeszcze bardziej zagmatwać obraz. Niestety oznacza to podwyższone ryzyko biznesowe. Czy warto zatem dalej czekać na rozstrzygnięcie tej kwestii? Na to pytanie każdy musi sobie sam odpowiedzieć. W ostateczności nowy start-up można przecież uruchomić w USA.

Komentarze

WP Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com