Reklamy
Gospodarka

Niskie stopy procentowe to tańsze kredyty, ale też mniej opłacalne inwestycje

Rada Polityki Pieniężnej na majowym posiedzeniu zdecydowała o znacznym obniżeniu stóp procentowych. Ich poziom jest tak niski, że potocznie mówi się o wprowadzeniu “zerowych” stóp procentowych. Niskie stopy procentowe to tańsze kredyty i mniejsze raty – więc teoretycznie to dobra wiadomość dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, które są najczęstszymi kredytobiorcami. To także ulga dla skarbu państwa, który w czasach kryzysu jest potężnie zadłużony – a niskie stopy procentowe zmniejszają kwoty tego zadłużenia. Decyzja RPR powinna więc napędzić gospodarkę i zwiększyć konsumpcję – co jest pożądane w sytuacji, gdy mierzymy się z długotrwałym zamrożeniem działalności niektórych branż i trudnościami w innych. Niskie stopy procentowe mają jednak także negatywne skutki. 

– Drugą stroną tej sytuacji jest to, że niskie stopy procentowe oznaczają bardzo poważny transfer środków od deponentów do kredytobiorców – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Przy 4-procentowej inflacji stopa procentowa na depozytach, czyli na oszczędnościach i środkach klientów umieszczonych w bankach, powinna być około punkt czy 1,5 punkta wyższa. To dawałoby oprocentowanie na poziomie 5-6%. Przy stanie depozytów ludności na poziomie 1000 miliardów, zarobek deponentów wynosiłby 60 miliardów rocznie. W tym momencie ta kwota przesuwa się z portfeli deponentów na portfele kredytobiorców. To bardzo dużo – i choć potrzebujemy tego transferu, by ożywić gospodarkę – jeśli ta sytuacja się utrzyma, oszczędzanie w bankach przestanie być opłacalne. Deponenci zaczną poszukiwać lepszego sposobu wykorzystania swoich środków niż zanoszenie ich do banków. To oczywiście może być gotówka pod materacem albo niepohamowana żądza zakupu dóbr konsumpcyjnych, która oznacza wzrost inflacji. Ale  mogą to być też inne zachowania – na przykład poszukiwanie alternatywnych sposobów inwestowania, w tym również bardzo ryzykownych dla klientów – ostrzega Soroczyński.

Reklamy