Reklamy
Gospodarka

Jak polski budżet ucierpi na koronawirusie?

Budżet na 2020 rok w sposób naturalny się zdezaktualizował. Przez epidemię koronawirusa i idący za nią kryzys gospodarczy znacznie zwiększyły się wydatki skarbu państwa, a wpływy z podatków zmalały. Instytut Studiów Podatkowych szacuje, że już w marcu wpływy do budżetu z podatków dochodowych, akcyzy i VAT-u spadły o około 15%. Można założyć, że w budżecie państwa na ten rok zabraknie około 60 miliardów złotych. Nie oznacza to jednak wcale, że rząd zredukuje wydatki planowane na resztę roku. Według obliczeń ISP potencjał tak zwanego pieniądza dłużnego, czyli środków branych na kredyt, pozwoli państwu pokryć ten 60 miliardowy deficyt. Kredyt brany przez państwo charakteryzuje się jednak tym, że brany jest pod zastaw przyszłego budżetu – w tym roku pożyczamy z pieniędzy, które wpłynęłyby do kasy państwa w roku przyszłym i kolejnych. Dlatego takie rozwiązanie nie jest krokiem idealnym. Pozwoli jednak zrealizować niezbędne wydatki, łatając dziurę w nadszarpniętym budżecie. Nie przełoży się również na groźny wzrost deficytu finansów publicznych. 

– Przy wprowadzeniu takiego rozwiązania deficyt finansów publicznych zamknie się kwotą około stu miliardów złotych. Łatwo policzyć, że jest to około 5% PKB. Nie jest to kwota ani zatrważająca, ani destabilizująca naszą gospodarkę – powiedział serwisowi eNewsroom Witold Modzelewki, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. – Szczególnie, że wzrost deficytu wcale nie oznacza, że te pieniądze w istotnej części nie wrócą do naszego budżetu. By wróciły, należy stymulować popyt wewnętrzny – a zwłaszcza konsumpcyjny. Przez najbliższe miesiące, a także w przyszłym roku, powinniśmy użyć finansów publicznych do rozkręcenia popytu.Dzięki temu budżet zasilą podatki od sprzedaży – takie jak VAT i akcyza. Nie uciekniemy od deficytu budżetowego. Taki deficyt nie jest jednak groźny – zwłaszcza, że będzie to jeden z mniejszych deficytów w UE, w relacji do PKB i nominalnie. Jesteśmy w grupie trzech państw najmniejszego regresu przychodów. To dobrze wróży polskiej gospodarce – podsumowuje Modzelewski.

Reklamy