JEREMIE

JEREMIE i łut szczęścia

emil-lisowski-marathon-international

Praca, praca i jeszcze raz praca – kto zaprzeczy, że tak buduje się własny biznes? Najbardziej wytężony wysiłek spełznie jednak na niczym bez fuksa, uśmiechu losu, pomyślnego obrotu spraw. W historii MARATHON International było go w sam raz.

– W 2012 roku wykonaliśmy około 6 tys. przewozów, co przekłada się na 84 mln kg ładunków naszych zleceniodawców. Nasz serwis samochodów ciężarowych naprawił ponad 1 tys. pojazdów – podsumowuje Emil Lisowski, prezes zarządu MARATHON International. Na obecny rozwój firma pracowała 9 lat, a kamieniem milowym okazała się trafiona inwestycja.

W 2007 roku właściciel maleńkiego przedsiębiorstwa przewozowego (baza: jeden pracownik i dwa komputery na 20 m² wynajętego biura; flota: cztery samochody), podjął decyzję o kupnie działki pod budowę własnej siedziby firmy. Już po transakcji okazało się, że 8 km dalej będzie przebiegać skrzyżowanie drogi ekspresowej S5 i autostrady A2. Czy można wybrać lepsze położenie dla firmy transportowej?

– Poprzez wzrost wartości rynkowej zakupionej działki spowodowany bezpośrednim sąsiedztwem nowo wybudowanej trasy Bydgoszcz–Wrocław zyski spółki wzrosły o około 2 mln zł – mówi Lisowski. Sukces inwestycji zachęcił go do dalszej rozbudowy przedsiębiorstwa. Marzyły mu się biurowiec, hala magazynowa, serwis dla samochodów ciężarowych i stacja paliw. Oraz otworzenie oddziału MARATHON International w Berlinie. Słowem – centrum logistyczne z prawdziwego zdarzenia. Jednak te plany nie zostałyby zrealizowane bez dodatkowych pieniędzy. Wtedy los uśmiechnął się po raz drugi.

– Dzięki informacji w radiu i naszej księgowej – podkreśla Emil Lisowski. Ze spotu radiowego dowiedział się o istnieniu inicjatywy JEREMIE. Główna księgowa MARATHON International szybko przygotowała całą dokumentację niezbędną do uzyskania pożyczki. Po 17 dniach od złożenia wniosku w Wielkopolskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na konto firmy spłynęło 1,5 mln zł. Dzięki nim zakupiono kolejną działkę, na której powstanie centrum logistyczne oraz fabryka własnych wyrobów, których dystrybucją zajmie się następnie MARATHON International. Skąd ten pomysł?

– W tym roku realizujemy zakup kolejnych 32 nowych samochodów (do 50, które już posiadamy) o wartości 12 mln zł netto. Szacujemy, że przełoży się to na wzrost przychodów MARATHON o 60% – do 30 mln zł w 2013 roku. Nie sądzę jednak, żebyśmy rozbudowywali flotę powyżej stu pojazdów – wyjaśnia Lisowski. – Po prostu transport to trudna branża. Kłopotliwa jest zwłaszcza strona formalno-biurowa, restrykcyjne przepisy polskie i niemieckie, słone kary za wszelkie uchybienia. Dokucza nam również częsta rotacja kierowców. Dlatego myślę o innych ścieżkach rozwoju biznesu.

Profil produkcji przyszłej fabryki pozostaje tajemnicą biznesową. Budowa centrum ruszy w 2014 roku. Już dziś natomiast wiadomo, że bieżący rok przyniesie wzrost zatrudnienia o 30 osób i podwyżki wynagrodzeń. Prognozy są dobre: w 2012 roku zarobki w spółce wzrosły o 7%.

– Chciałbym, aby grupa MARATHON osiągała roczne przychody rzędu 200 mln zł z rentownością na poziomie 10–15%. Wtedy będę usatysfakcjonowany – mówi Emil Lisowski o swojej wizji firmy. A szczęście sprzyja odważnym. Lubi ich również JEREMIE, inicjatywa dla przedsiębiorców, na których można polegać.

Komentarze